Prawo do złości

Jeszcze całkiem niedawno, bardzo żywo reagowałam na wszelakie formy ingerencji w moje “metody wychowawcze”. Potrafiłam godzinami argumentować swoje racje, choć często okazywało się, że moje prośby, groźby i życzenia echem odbijały się od ścian. Teraz przechodzę fazę ignorancji wszystkich “dobrych rad” i robię swoje. Ale czasem, no po prostu.. ręce opadają.

Podczas ostatniego spaceru, gdy już mieliśmy z Małym wracać do domu, ten zupełnie niespodziewanie wpadł w złość. W pewnym momencie zaczął krzyczeć i płakać, w końcu położył się na mokrym i zimnym chodniku i zaczął tupać nogami zanosząc się od płaczu. Podnieść się nie dał i nie reagował na mnie zupełnie. Przykucnęłam więc przy nim, i czekałam aż się uspokoi. Wtedy zagadał do mnie starszy pan:

– Powinna pani temu łobuzowi dać porządnego klapsa, a nie znosić takie fochy!

I nic tak nie wytrąca mnie z równowagi, jak tego typu komentarze. Całkiem niegrzecznie odpowiedziałam, że to nie jego sprawa. Pan oddalił się szybko, mrucząc coś pod nosem o “współczesnych matkach, które wszelkie rozumy pozjadały i wychowują dzieci na bandytów”.

I stercząc tak, przy wrzeszczącym maluchu, poczułam bezsilność, bo:

czy była to dla mnie komfortowa sytuacja? NIE!
czy potrafiłam szybko znaleźć z niej wyjście? no NIE!
czy sama wpadłam w irytację? TAK! W pewnym momencie miałam ochotę położyć się obok i też zacząć krzyczeć!

Ale tego nie zrobiłam bo, gdy jedna osoba wylewa swoje złości, druga musi zachować spokój… dla prawidłowego balansu. Żadną sztuką jest wzajemne nakręcanie negatywnych emocji, przecież one i tak prędzej czy później muszą ustąpić. Po prostu byłam na wyciągnięcie ręki, a gdy jego złość traciła na sile, zaproponowałam spacer do domu na ciepłe kakao. Mały złapał mnie za rękę i poszedł jak gdyby nigdy nic…

I tak sobie myślę, że złość dziecka, jest sytuacją bardzo niekomfortową dla dorosłego, bo w zasadzie nie wiadomo jak się zachować. Ale czy tylko z tego powodu, że czujemy się bezsilni, możemy odbierać dziecku prawo do złości? Przecież wszyscy mamy w sobie i pozytywne, i negatywne emocje, i do tego na różne sposoby z nimi sobie radzimy. Różnie je uzewnętrzniamy.

Co było przyczyną, nie wiem. Dlaczego Mały tak zareagował? Bo uczy się radzić z własnymi emocjami, i tak naprawdę dopiero je poznaje. I nie ma w tym przecież nic złego.

Bo w złości naprawdę nie ma nic złego… jest stanem naszego umysłu. Tu i teraz… i chyba lepiej, że czasem wychodzi, wtedy można oczyścić swój układ nerwowy. Oczywiście wolałabym, by sytuacja nigdy się już nie powtórzyła, ale nikt nie da mi na to gwarancji. I pewnie za każdym razem, będę się zastanawiać, co ja mam wtedy zrobić?

Na pewno zachować spokój!

(i pozwolić się pozłościć czasem… )

a dla wszystkich “wujków Dobra Rada” dedykacja muzyczna:



17 thoughts on “Prawo do złości”

  • Nienawidzę takich komentarzy ! A jeszcze bardziej mnie wkurzają typu: “T ja cię wezmę jak z mamusią nie chcesz iść !”… Wrrrr !

    A ty zachowałaś się na piątkę, mi czasami juz brakuje tego dystansu i rozsądnego podejścia do złości chłopców…

  • Post na bardzo ważny temat! Nawet mi bliskie osoby stwierdzają, że już dawno dałyby klapsa, bo kto to słyszał robić taką histerię o byle co? Niestety już nie mam sił tłumaczyć tym osobom, że to nie histeria, tylko złość, że każdy ma prawo do wyrażania uczuć, każda ma prawo nauczyć się radzić sobie z własnymi uczuciami, że nie można nikogo bić, że nie chodzi “o byle co”, tylko dlatego małego człowieka to coś ważnego.
    Dziękuję Ci za ten post. Czasem mam wrażenie, że mimo swojego wieku nadal nie umiem radzić sobie ze złością, pewnie dlatego, że w dzieciństwie nie pozwalano mi na złość. Chcę syna wychowywać inaczej.
    Pozdrawiam 🙂

  • Po pierwsze witam. Jestem na tym blogu pierwszy raz i już mi się podoba 🙂 moje dziecko ma dopiero 6mcy więc nie doświadczyłam tego typu sytuacji, lecz już dziś zastanawiam się co zrobić mam kiedy nagle mój syn tak się zachowa. Krzyczeć? Zignorować? Uspokoić jakoś? To trudna kwestia a z pewnością dobre rady tym bardziej obcych nie pomagają w zachowaniu trzeźwego umysłu. Chciałabym znać konkretną i zawsze dającą porzadany efekt receptę na to jak sobie radzić wtedy.

  • Mnie takie dobre rady nigdy nie ruszają, bo nauczyłam się mieć dystans do cudzego zdania na mój temat. Uważają mnie za złego rodzica? No trudno, najwyżej umrę z rozpaczy, ale chwilowo nie mam czasu 😉

    Pojedyncze napady złości są normalne, ale ignorowanie ich to chyba też zła metoda, bo kto wie, czy niechcący nie przyczyniamy się do ich powstawania. Po napadzie złości czasem warto przeanalizować sytuację i w razie możliwości (im dziecko starsze tym łatwiej) spróbować o tym porozmawiać. Co się stało, skąd ta złość (bez wartościowania, że to coś niedobrego), czasem ważne jest by w ogóle nazywać emocje po imieniu. Wydaje mi się, że z początku dziecko nie wie co się z nim dzieje i prócz strachu i złości dostaje histerii, bo nie wie co się z nim dzieje. Więc czasem można opowiadać, że mama czasem też się o coś złości i to jest normalne uczucie, które z czasem mija.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *