Być gotowym na wszystko.

Być gotowym na wszystko.

W ciągu ostatniego tygodnia miałam wyjątkowo wiele sposobności, by spotkać się ze znajomymi i ich pociechami. I pewnie bym o tym nawet nie wspomniała, gdyby nie rzuciło mi się w oczy, że oni jednym zgodnym chórem mówią “nie byliśmy gotowi / nie jesteśmy gotowi (na dziecko, na kolejne dziecko)”.

I mówią to z żalem, z wewnętrznym oskarżeniem, że sobie nie radzą.

Mają rację. Nigdy nie jest się wystarczająco przygotowanym, na tą przygodę zwaną RODZICIELSTWEM. Można się wyedukować i zaopatrzyć we wszystkie ułatwiające codzienność gadżety, ale prawda jest taka, że każdy kolejny dzień jest w mniejszym lub większym stopniu nieprzewidywalny.

Bo na to nie da się przygotować w żaden sposób. Nie da się niczego zaplanować, bo każdy plan weryfikuje się z dnia na dzień.

Rodzicielstwo daje niezwykłe pokłady siły i emocji, o których istnieniu niewielu by siebie podejrzewało. Od euforii, po rozpacz i bezradność. Daje też motywację by starać się o każdy kolejny dzień, o każdy następny krok. Pozwala zrozumieć czym jest odpowiedzialność, za siebie i drugiego człowieka, tego małego, bezbronnego jeszcze. Uczy systematyczności i opanowania, jak nic z czym miało się do czynienia do tej pory.

A najważniejsze uczy miłości. Tej bezwarunkowej i bezgranicznej. Cierpliwej. Wymagającej.

I muszę przyznać, że nie byłam gotowa na dziecko, choć tak bardzo chciałam wierzyć, że jestem. Byłam gotowa na coś ważniejszego. Na podjęcie decyzji. Niezależnie jaki obraz rodzicielstwa miałam w głowie i jak bardzo rozminął się on z rzeczywistością, a z drugiej strony jak wiele radości wniósł w moje życie, podjęłam decyzję. Podejmuję ją każdego dnia. Konsekwentnie. Podążam za swoim wyborem i stawiam mu czoło. Czerpię z niego ile się da. Uczę się ile mogę, i po prostu staram się. Staram się być dobrą i rozsądną matką.

Nie istnieje takie pojęcie jak “właściwy moment na dziecko”.

Przychodzi tylko moment, w którym trzeba być gotowym na podjęcie decyzji, trzymać się jej i nigdy w nią nie wątpić.
Być gotowym na wszystko.

                                                                        *źródło Internet



12 thoughts on “Być gotowym na wszystko.”

  • zgadzam sie. i mam wrazenie ze zawsze cos sie dzieje takiego ze jezeli gotowi nie jestesmy usprawiedliwiamy sie tym ze np szukamy pracy remontujemy dziecko za male itd itp kiedy jednak tego bardzo pragniemy wszystko inne jakos przesaje byc tak wazne 😉 a jesli chodzi o znajomych to mam nadzieje ze wkrotce naucza sie siebie nawzajem i beda szczesliwi w nowej sytuacji

  • Ja też często tak mam, że się załamuję i mam wrażenie, że jestem złą matką, że z kolejnym bym sobie nie poradziła… A przecież dobrze wiem, że bym musiała sobie radzić i pewno bym to przeżyła 😉

  • Czasem nie jest się gotowym na dziecko, bo się go po prostu nie chce.
    Lepiej wtedy nie mieć, bo zrobi się krzywdę sobie i dziecku.
    W naszym społeczeństwie pogląd “nie chce dzieci” jest niepopularny, dlatego lepiej powiedzieć “nie mam pieniędzy/czasu/itp.”
    Z drugiej strony cukierkowa wizja różowych bobasków ciągle pokutuje i zbiera żniwo w postaci rodziców przerażonych rzeczywistością.

  • Nie ma takiego momentu. Rodzicielstwo jest właśnie po to, by nam nie raz utrzeć nosa, by nas czegoś nauczyć, by nas zmienić.
    To najpiękniejsza rzecz jaka może się wydarzyć. Nieważne czy się ma 20 czy 42 lata.

  • Ja pierwszego dziecka nie planowałam, a drugie – stwierdziliśmy z mężem, że to jest właśnie TEN moment, właściwy. I był, według nas. Chociaż wiele osób uznałoby to za fatalny moment (bez własnego mieszkania i widoków na takie, ja bez pracy), ale według nas był idealny. To był nasz właściwy czas na dziecko. Decyzję że będziemy je mieć podjęliśmy o wiele, wiele wcześniej. Właściwie wcale jej nie podejmowaliśmy, po prostu było to dla nas naturalne.

    Koralowa Mama pozdrawia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *