Święta, których nie było

Święta, których nie było

Zaliczam ostatnio czarną serię nieprzewidzianych zdarzeń, przypadków, chorób, które jak dotąd omijały mnie szerokim łukiem. Jakże się więc zdziwiłam, gdy w zeszłym tygodniu obudziłam się z napuchniętym okiem. Tak napuchniętym, że nie byłam w stanie go otworzyć. Diagnoza: zapalenie spojówki.

Zapalenie spojówki? W życiu nie miałam problemów z oczami. Przygotowania do świąt stanęły w miejscu, bo nic nie widziałam… albo prawie nic. Wszystko zostawiłam na ostatnią chwilę.

A w ostatniej chwili… no cóż. Termometr podskoczył mi do 40. I tak od piątku… przez całe święta.

Jakie święta?

Świąt nie było.

Niczego nie było.

Rosołu nie było, ani pieczonej kaczki, ani drożdżowej baby, udekorowanego stołu… A. Przepraszam. Jaja były pomalowane. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć jak tego dokonałam. Ale były.

Chłopcy spędzili święta u teściów. A ja w łóżku… przespałam je z premedytacją.

I co?

Przeżyłam… I jestem lżejsza o całą masę niezjedzonych potraw. I tylko po głowie taka myśl mi się kołacze… że może by tak świąt nie obchodzić wcale?



10 thoughts on “Święta, których nie było”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *