Kobieta na siłowni

Kobieta na siłowni

Kobiety są niezwykłe. Potrafią zrobić karierę, zorganizować dom, wychować dziecko, symultanicznie niemal. Kobiety są piękne… codziennie widuję takie, za którymi sama na pięcie się obrócę. Zadbane, świetnie ubrane, szczęśliwe. Kobiety są motywujące. Popychają do działania. Mówią “ja zrobiłam, ty też to zrobisz, dasz radę”.

Jednak czasem ich nie ogarniam. Momentami nawet wątpię czy kobiety obdarzone są zdrowym rozsądkiem, bądź zdolnością logicznego myślenia. A już na pewno tracą rozum, gdy w grę wchodzi ich własny wizerunek.

Kobiety są… na siłowni i to w dość licznej grupie. Chcą walczyć o swoje ciała, o zdrowie, dobre samopoczucie. Motywacje są różne. Nie oceniam. Samej trudno mi tłumaczyć po co to robię.

Ostatnio podeszła do mnie jedna z pań i zapytała, czy ja się przypadkiem do jakiś zawodów nie przygotowuję. Zabiła mnie tym pytaniem. Serio. Zdołałam tylko wybąkać, że nie… ja tak dla siebie ćwiczę…
– ze sztangą? po się tak męczyć? – niemal wykrzyczała i spojrzała na mnie jak na wariatkę.

Po co się męczyć na siłowni? No po co?
Po co w ogóle do niej przychodzić?

Rozejrzałam się zdezorientowana… i rzeczywiście. Nie napotkałam żadnej, która by choć trochę się “zmęczyła”. Żadnej.

Za to w szatni – tak damska szatnia, to niemal docelowe miejsce spotkań kobiet przychodzących na tę siłownię – każda jest trenerem fitness, każda jest ekspertem. Marzą o wymarzonej sylwetce, ale zamiast ćwiczyć wciąż o tym paplają:

– karnet mam od dwóch miesięcy i jeszcze nie widzę efektów.
– a jak często pani przychodzi?
– no staram się być przynajmniej raz w tygodniu…

? Raz w tygodniu? Raz w tygodniu to może przyjść emerytka na rehabilitację, a nie młoda kobieta, która chce stoczyć walkę z własnymi kilogramami – myślę. Nie wystarczy kupić karnet na siłownię, by zgubić kilogramy (choć taki bonus byłby fantastyczny). Jaka praca – takie efekty.

– robię po 300 brzuszków dziennie a w pasie nic nie ubywa. Chyba zacznę robić 500…
– od takiej ilości powtórzeń pani brzuch się na pewno wzmocnił, ale żeby spalić tłuszcz, to trzeba na aeroby…
– eee… to nie dla mnie… za szybko się męczę…

? Brak mi komentarza. Nikt wcześniej jej nie powiedział, że tłuszcz trzeba spalić?

– trener trochę przegina. Dziś kazał mi dźwigać 2,5kg hantle. Tyran!

2,5 kg… Kobiety! Wasze dzieci ważą więcej. Wasze zakupy też! Nie wspominając już o torebkach, w których znajduje się “pół świata”. Dźwigacie i nie zastanawiacie się nad tym. Tak. Trenerzy to tyrani, ale sami nie zawalczą o wasze ciała. Musicie dźwigać!

– strasznie się dziś napracowałam i jak zgłodniałam! – mówi kobieta, ściągając po treningu sportowe buty i wyciągając z torby paczkę chipsów…

Brawo!

Kobiety… Jak za wami trafić? Nie ogarnę w życiu…

Chyba muszę poszukać bardziej spartańskiej siłowni… gdzie pot ścieka strumieniami, krew się leje ze zdartych przez ciężary dłoni, łzy spływają… z wysiłku i radości jednocześnie…

Tak chcę trenować. W takiej atmosferze.



10 thoughts on “Kobieta na siłowni”

  • Trafnie ujęte, cała prawda o salach fitness. Ludzie nie wiedzą co to prawdziwy trening. Raz że źle ćwiczą, 2 że mało i słabo.

  • Ja też jak słyszę podobne bzdury to mi się nóż w kieszeni otwiera…. Najgorsze są jednak przypadki niereformowalne, Ty im coś tłumaczysz, ale one i tak wiedzą najlepiej, albo “ja tak nie umiem”… Ludzie złoci….

    • Ja nie tłumaczę, tylko się dziwię, że komuś nie żal kasy i czasu na trening, który nie przynosi efektów… To po prostu głupie.

  • Ja akurat się pochwalę…do mnie na zajęcia z kettlebellami przychodzą 3 Panie, które dają z siebie wszystko i nie ma mowy o obijaniu i mało tego, nie boją się ciężarów, bo często też na siłowni można usłyszeć: oj, ja z takimi ciężarami ćwiczyć nie będę, bo nie chcę wyglądać jak kulturystka…:] ale nie ukrywam, że widok Pań na rowerkach stacjonarnych z batonikiem w ręku – bo to dla podniesienia energii – nie jest mi obcy:)

    • ech… nie ma nic piękniejszego niż widok kobiety z ciężarami (no prawie nie ma). Kobiety często traktują ciężary jak ogień. Wydaje mi się, że to zasługa NIEWIEDZY. Nie wiedzą co się z tym robi, bo to nie jest zbyt popularny temat dla przeciętnej kobiety. Rowerki, orbitreki, bieżnia są oczywistym przez to bezpiecznym wyborem, a batoniki i inne przekąski to już czysta głupota, z której ciężko niektóre panie wyciągnąć 😉

  • Znam to doskonale, zwykle w dużej siłowni do której chodzę jestem jedyną kobietą, która jest w strefie wolnych ciężarów. Reszta kobiet jest na bieżni, orbitreku, a jeśli już są na maszynach to ziewają ze znużenia, bo przecież trzeba zrobić 3 serie po 15 powtórzeń jakimś znikomym obciążeniem. Modne są ostatnio wszelkie treningi funkcjonalne i super, bo są szybkie i efektywne, ale trzeba dbać o poprawną formę, a jak widzę te zaokrąglone plecy przy swingach, albo GTO to mam gęsią skórkę. Kilka razy zwracałam dziewczyną uwagę, ale chyba uznały że się wymądrzam, a następnego dnia słyszałam jak w szatni mówiły, że nie wiedzą od czego je tak plecy bolą. Oj temat rzeka. Kiedyś chodziłam na taką typową “męską” siłownię i chyba zaczynam za nią tęsknić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *