Prywatne – Państwowe

Prywatne – Państwowe

Cieszyłam się ogromnie, gdy Mati poszedł do przedszkola. Standardy wysokie, opiekunki miłe i kompetentne, zajęcia kreatywne. Codziennie coś nowego. Gdy mówię znajomym, jak bardzo jestem zadowolona, odpowiadają “Oj, poczekaj aż pójdzie do państwowego, wtedy twój entuzjazm przygaśnie”.

Od września M. rozpocznie państwową edukację przedszkolną. Gdy się dostał poczułam ulgę. Finansową ulgę, bo jednak wyciągać co miesiąc z portfela prawie 1000zł, nie jest proste. Nie wierzyłam też, że może być aż tak duża różnica w podejściu do dzieci…

… do momentu kiedy poszłam na pierwsze zebranie rodziców. Przedszkole do którego dostał się syn to moloch. Uczęszcza tu 150, może 200 dzieci. Samych trzylatków jest 50 (2 grupy po 25). Gdy tam weszłam poczułam się zagubiona. Wszędzie schody, wszędzie drzwi… tłumy rodziców odbierające dzieci. Gdy składałam papiery ten ogrom, był jakiś mniejszy… dziwne.

W sali siedzieliśmy na miniaturowych krzesełkach, gdy przed nami stanęła DYREKTORKA. Kobieta pokaźnej postury, idealnie wpisująca się w klimat gmachu przedszkola. Po krótkim przywitaniu została nam zaprezentowana lista tego, co powinny umieć 3-latki przychodzące do tego przedszkola, a wyglądała mniej więcej tak:

– 3-latek musi sam się ubrać i rozebrać, ściągnąć i założyć buty, bo nikt TU za niego nie będzie tego robił
– 3-latek musi samodzielnie korzystać z toalety, bo nikt nie będzie mu wycierał pupy
– 3-latek musi samodzielnie jeść i pić, bo nikt go nie będzie karmił
– 3-latek musi być zdyscyplinowany, bo… proszę wybaczyć Drodzy Państwo, ale 2 opiekunki na grupę nie są w stanie dopilnować wszystkiego (!!!)
– Macie Państwo 2 miesiące, żeby dostosować dziecko do wymogów przedszkola…

Myślę, ze nie tylko ja poczułam się jak małe dziecko. Nie martwię się o samodzielność syna, ale niepokoi mnie ten ton… państwowy… w pierwszym odruchu chciałam uciekać. W drugim się uśmiechnęłam… świat nie jest ani idealny, ani sprawiedliwy. Jeśli nie teraz, to w przyszłości na pewno mały zetknie się z systemem. Nie mogę go chronić wiecznie i wiem, że jest gotowy.

Udając się długim korytarzem do wyjścia, mijałam szatnie dzieci. Były podzielone na grupy: Motylki, Truskawki, Muchomorki, Misie, Wiewiórki… “o zgrozo, mój syn miałby być WIEWIÓRKĄ? On nawet tego nie potrafi wypowiedzieć”. I zastanawiam się, czy grupy przedszkolne muszą mieć takie trywialne nazwy. Dzieci to bystre stworzenia. Bystrzejsze od nas. Można by było wymyślić coś z większym polotem, może nawet z humorem.

Już widzę jak opiekunka na placu zabaw woła:
“Drużyna Pierścienia! Zbiórka!”
a druga za nią
“Mali Agenci! Ustawić się w szeregu!”

Ech… Będzie Wiewiórką… i będzie z tego dumny…

*zdjęcie pochodzi z Internetu



2 thoughts on “Prywatne – Państwowe”

  • to Wam się dyrektorka trafiła 🙂 Mój Młody chodzi od początku do przedszkola państwowego, ale nie mam żadnych zastrzeżeń. Panie są cudowne, a nasza dyrektorka to kobieta anioł. Szkoda, że od września idzie gdzie indziej. Mam nadzieję, że będziemy mieli równie miłe wrażenia 🙂
    P. S. Mój jest Kangurkiem, chociaż ja myślę, że bardziej pasowałby do Kojotów lub Wyjców 😛

  • może nie taki diabeł straszny jak go malują… zobaczymy 😉

    Kojoty – boskie! Młode Wilki też by się nadawały 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *