Bez chleba, bez pszenicy.

Bez chleba, bez pszenicy.

Nie wiem czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o książce dr Williama Davisa “Dieta bez pszenicy”. Nie wiem też ile z osób, które o niej słyszało w ogóle po nią sięgnęło. A warto. Bo w świecie, w którym jesteśmy bombardowani strachem niemal z każdej strony, warto dorzucić sobie kolejny – strach przed pszenicą. O ile wiele z tych irracjonalnych strachów o zdrowie i życie można z czystym sumieniem w sobie stłumić, o tyle pszenicy bać się należy.

Dlaczego?
Przeczytajcie artykuł w “Buszujący w pszenicy“, tam zawarte jest całe sedno problemu i wywiad z dr Davisem (a najlepiej przeczytajcie tę książkę). Sama wiedza to jedno, ale jak teraz do tej wiedzy się ustosunkować?

Zostaliśmy wychowani w kulturze, a nawet kulcie chleba. Chrześcijaństwo narzuciło nam traktowanie chleba z szacunkiem, symbolicznie wręcz. W wielu domach do tej pory przed pokrojeniem robi się na nim znak krzyża. Gdy upadnie całuje się go z pokorą. “Byleby ci nigdy chleba nie zabrakło” – składa się życzenia. Chleb towarzyszy nam codziennie: na śniadanie, drugie śniadanie, czasem do obiadu, na kolację, często jako przekąska między posiłkami. Okazuje się, że pszenica jest głównym pożywieniem.

Mówienie o tym, że chleb jest zły to niemal oszczerstwo. “Bez przesady” – słyszę wokół. Albo “to co ty teraz będziesz jeść?”

Sama się nad tym zastanawiałam gdy postanowiłam wyeliminować pszenicę ze swojego jadłospisu. Jednak, jak to zwykle bywa nie taki diabeł straszny. Mąkę pszenną zastąpiłam gryczaną bądź żytnią. Jeśli makaron to bezglutenowy lub z dodatkiem mąki gryczanej. Chleba  nie jem prawie wcale, jeśli już to tylko 100% żytni na zakwasie. Na śniadania jaja, kasze, warzywa, sałatki… podobnie na kolacje. Da się. Może trzeba trochę bardziej się przyłożyć do komponowania posiłków, trochę dłużej poszukać czy więcej poczytać… Warto. Dla siebie, dla zdrowia, dla lepszego samopoczucia. Trzeba tylko zmienić podejście do siebie i własnego ciała, zdobywać wiedzę i nauczyć się ją stosować. Ludzki organizm to nie śmietnisko, choć często tak właśnie go traktujemy. Nie jestem przekonana, że jestem w stanie w 100% wyeliminować pszenicę, gluten ze swojego życia, ale samo ograniczenie odbija się korzystnie na moim samopoczuciu.

Już po dwóch tygodniach od “odstawienia” brzuch zrobił mi się idealnie płaski. Nie mam napadów głodu. Czuję się lżejsza. Mam więcej energii. Lepiej śpię.

Dieta bez pszenicy to wciąż dla mnie wielki eksperyment, w którym jak na razie widzę same pozytywy.



2 thoughts on “Bez chleba, bez pszenicy.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *