Wychodzimy na prostą

Właśnie minął rok odkąd rozpoczęłam z Matim terapię logopedyczną. Wtedy wydawało mi się, że ma jeszcze czas, choć byłam na tyle zaniepokojona, że udałam się do poradni. Nie ma na co czekać, gdy intuicja podpowiada, że coś działa nie tak. Teraz wiem, że dobrze zrobiłam. Logopeda to strasznie niedoceniany specjalista, błędnie omijany szerokim łukiem przez rodziców.

Pamiętam nasze początki, gdy mały mówił -mama-tata-da-auto-nie-… a na zajęciach wytrzymywał góra 20 minut. Teraz całą godzinę siedzi sam na sam z logopedą, ćwiczy, wykonuje zadania, powtarza. Ja czekam za drzwiami i pękam z dumy. Mati choć wciąż ma problemy z wypowiadaniem niektórych liter, czy dźwięków – mówi. Czasem wolno i wyraźnie, a czasem wpada w niezrozumiały bełkot, ale postęp jest ogromny.

Teraz mamy przerwę wakacyjną w zajęciach, ale wiem, że od września ruszamy znowu do poradni i będziemy chodzić tak długo, aż naprostujemy każde słowo. Logopeda po ostatnim spotkaniu pożegnała mnie słowami:
-Pani Kasiu, dopiero teraz wychodzimy na prostą.
a ja skinęłam głową. Uświadomiłam sobie jak wiele pracy włożyłyśmy obie w to, by Mateusz zaczął się z nami komunikować. Zajęcia odbywały się raz w tygodniu, resztę robiłam sama. Ćwiczyłam z dzieckiem niemal codziennie. Masowałam mu buzię. Układałam literki. Sylabizowałam każde słowo. Motywowałam do powtarzania. Uff… ruszyło… po roku.

A wkoło słyszę:

– po co tak męczysz to dziecko? Ma czas. Rozumie – będzie mówił.
– bo jestem nadgorliwą, przewrażliwioną i rozhisteryzowaną matką – często odpowiadam. Na głupie pytania, tylko głupie odpowiedzi.

Nie rozumiem bierności rodziców. Ich przekonania, że dziecko z problemów wyrasta. Logopedę uznają za szarlatana, a do lekarza biegają z byle skaleczonym dziecięcym paluszkiem. Tyle tylko, że paluszek szybko się zagoi, a problemy z rozwojem mowy mogą mieć poważne konsekwencje w kolejnych latach, w szkole, w życiu. Nie można tego bagatelizować i udawać, że problem nie istnieje.

Nie pytajcie więc mnie, po co ja tym logopedą “męczę” dziecko, skoro już tak ładnie zaczyna mówić.

Tak, tak… Mati to niezwykle umęczone dziecko. No naprawdę, bardziej umęczonego nie widziałam chyba. Dziś nawet śpiewał ze mną “mucha mucha w mucholocie”… ale to pewnie ze zmęczenia… 😉



8 thoughts on “Wychodzimy na prostą”

  • Tak to właśnie jest, że w Polsce bardzo dużo ludzi uważa logopedów, psychologów, pedagogów za szarlatanów i ludzie, którzy walczą o normalne życie swojego dziecka są postrzegani jako ci, którzy wmawiają coś dziecku, mają za dużo czasu, w dupach im się poprzewracało.
    Takich ludzi trzeba omijać szerokim łukiem…
    Cieszę się bardzo, ze Matiemu pomogła terapia 🙂

  • Bardzo dobrze zrobiłaś, że poszłaś z Matim do logopedy. Nie wiem czemu w Polsce nadal wstydem jest udanie się po pomoc do specjalisty.
    Innym problemem jest to, żeby trafic na dobrego specjalistę. My szczęścia w tej kwestii nie mieliśmy. Pani psycholog, do której chodziliśmy była beznadziejna i szczerze mówiąc nic nam nie pomogła…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *