Nie szata zdobi człowieka, ale…

Stało się to co musiało się stać. Przyszła jesień. W zasadzie lubię, ale gdy wita mnie od razu chłodem, wiatrem i ulewnym deszczem to jestem gotowa się na nią śmiertelnie obrazić. Skoro tak, to musiałam przyśpieszyć moje rytualne porządki w szafie. Weekend chciałam spędzić na pakowaniu letnich ubrań i odświeżaniu tych nieco cieplejszych. Skończyło się trochę nie po mojej myśli… wywaliłam połowę szafy. Pisząc WYWALIŁAM, mam na myśli umieszczenie ich w kontenerze PCK. Dlaczego? 

Bo przestały być ze mną spójne.

Nigdy nie lubiłam gromadzić rzeczy. Ubrań pozbywam się dość często zwłaszcza, gdy są mocno znoszone. Raz jedną rzecz, kolejnym razem drugą, tak bym nie okupiła tego jakąś depresją, wszak to część mnie. Mojej historii, wspomnień… ba mojej inwestycji finansowej. Ile zamrożonych pieniędzy tkwi w damskiej szafie, to wolę nie liczyć.

Jednak zmieniam się. Wiele z moich ubrań przestało na mnie leżeć, albo ja przestałam umieć je nosić, więc bez sentymentu spakowałam je wszystkie… Zostawiłam to co nie jest przypadkowe, co stanowi o mnie tu i teraz. Co mnie zdobi jednak. A zaglądając w worki aż się uśmiechnęłam. Niewiarygodne jak bardzo się zmieniłam.

To jak zmieniała się moja szafa, świadczy o tym jak zmieniała się moja głowa… momentami rewolucyjnie….

1. Hot & Sexy

sexy little dress
20 lat, 45 kg, zero kompleksów. Krótkie spódnice, głębokie dekolty, niezależnie od pory roku. Marne próby chodzenia na obcasie. Czerwone paznokcie, przerysowane oko… Karykatura kobiety… Całe szczęście, że szybko mi przeszło.

2. Bojowo

bojówkiSiedzenie od zmierzchu do świtu na sali wykładowej. Latanie po mieście od kina do teatru. Czekanie na “ostatni autobus” przy “ostatnim”, szybko pokazały mi, że moje ubrania nadają się jedynie do tego, żebym albo wybiła sobie zęby na miejskich chodnikach, albo “przeziębiła korzonki”. Bojówki! Niemal codziennie… niemal na każdą okazję! I o zgrozo! Do pierwszej pracy też w nich chodziłam. Potem przyszedł czas na korporację…

3. Korpo
office outfit
Tu już nie było litości. Szpilki i ołówkowa prawie jak mundurek. Dzień w dzień. Rok, drugi, trzeci… potem miałam dość. Wszystko tak podobne do siebie, że traciłam rachubę czy kieckę kupowałam miesiąc, czy rok wcześniej. Głowa zaczęła się buntować, dlatego przestałam zakładać szpilki poza pracą.

4. Jeans & T-shirts

jeans&tshirt

Wpadłam w drugą skrajność. Gdzie tylko mogłam zakładałam jeansy a do tego zwykły T-shirt. Nie ważne jaki. Jakikolwiek. Byle jaki. I trampki. Patrzyłam w lustro i nie widziałam w sobie wyluzowanej dziewczyny, a zmęczoną i zobojętniałą.

5. Dziecko mnie uratowało

jeansy&tshirt 2

Jak to dobrze, że dzięki Małemu pozbyłam się wszystkich znienawidzonych T-shirtów. Dzięki, o dzięki! że papka z marchewki pozostawia niespieralne ślady, szpinak zdobi koszulki w sposób alternatywny, a dziecięce silne rączki potrafią rozciągnąć bawełnę niemal we wszystkich kierunkach. Dzięki, o dzięki! że po miesiącach spędzonych w zamknięciu w ubabranych koszulkach zapragnęłam znów poczuć się pięknie. Synu! Dzięki za nawrócenie! Nawrócenie na spodnie i T-shirt, ale w zupełnie innym stylu. Moim. Kobiecym i starannym.

6. I znów OFFICE

Ralph Lauren Pre-Fall 2014

Jednak tym razem inaczej. Bez spiny. Prosto, klasycznie i uniwersalnie. Szpilki tak. Ale wtedy kiedy muszę… czasem okazjonalnie. Trasa: przedszkole – autobus – przebieżka przez miasto – praca – przebieżka przez miasto – autobus – przedszkole – plac zabaw – uff ..dom… W szpilkach byłaby prawdziwym hardcorem. A ja dbam o nogi i kręgosłup. Teraz bardziej niż kiedyś. I teraz bardziej niż kiedyś słucham się zdrowego rozsądku. Dlatego na mieście często spotkacie mnie w sukience, ale raczej w takiej wersji:

dress&walkers

 

Zapakowałam w te worki wszystko czego nie lubiłam. Co nie było mną… już nie było. Oczyściłam przestrzeń i zrobiłam miejsce na nowe. Zostawiłam siebie… taką jak czuję się najlepiej, najpewniej, najbardziej atrakcyjnie… swobodnie.

*wszystkie zdjęcia  zaczerpnięte są z Pinterest i stanowią funkcję ilustracyjną.

 



4 thoughts on “Nie szata zdobi człowieka, ale…”

  • mój styl także przez lata ewoluował.
    od dobrego roku wymieniam garderobę.
    jeszcze niedawno nosiłąm się gorzej niż własna matka, w sensie zbyt dojrzale.
    zamknęłam się na kolor (dziś także z nim nie szaleję, ale jest lepiej).

    • najgorzej jest stanąć w miejscu. No nie oszukujmy się… nie jesteśmy już takie same jak 10, czy 15 lat temu. A co do Twojego stylu, to mi się zawsze podobał 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *