Nie wtrącaj się!

Nie wtrącaj się!

Budowanie relacji to z jednej strony najtrudniejsze, a z drugiej najciekawsze zadanie z jakim musi mierzyć się człowiek. Zwłaszcza jeśli ten człowiek ma ledwie skończone 3 lata. Jest ufny, szczery i otwarty. Jednak czasem to nie wystarcza i mimo dobrych intencji doświadcza tak samo często odrzucenia i akceptacji. 
Nie raz obserwowałam jak inne dzieci odsuwały syna od wspólnej zabawy. Powód był prosty – problemy z komunikacją. Nie rozumiały go, a on nie potrafił zwerbalizować swoich próśb, co denerwowało i dzieci, i jego samego. Nie płakał z tego powodu, czasem tylko buzia w podkówkę mu się wykrzywiła, ale znosił to dzielnie. Nauczył bawić się sam. Nauczył się nie prosić i nie wtrącać w zabawę innych.

Ja z kolei nauczyłam się zaciskać pięści, powstrzymywać łzy i udawać, że nic złego się nie dzieje. A dobrze przecież wiem, że odrzucenie nie pozostaje bez echa. Zapada w pamięć, pytanie tylko na jak długo?

Wszystko zmieniło się, gdy Matiemu zaczął rozwiązywać się język. Nowe przedszkole, nowi koledzy i zupełnie inny start. Teraz z radością angażuje się w zabawy i zadania. Na placu zabaw przestał odstawać, a nie raz jest prowodyrem kreatywnych akcji, które wypełniają mnie dumą, a czasem przyprawiają o zawał serca.

Dzieci są mistrzami w wywoływaniu emocji. Skrajnych.

Ostatnio zbratał się ze starszymi od siebie kolegami. Może sześciolatkami. Razem ganiali, zbierali patyki – oj przepraszam – skarby, kręcili się na karuzeli. W pewnym momencie podszedł do nich inny chłopiec. Na co “starszaki” zareagowali:
– hej, Paweł ale my się z tobą nie bawimy!
– ale dlacego?
– bo nie!

Pawełek jednak nie dawał za wygraną i postanowił wejść do karuzeli, na co odezwał się mój syn:
– słysałeś. My sie z tobą nie bawimy!

Przyznam, że zaskoczył mnie tym zachowaniem, bo pierwszy raz widziałam jak sam kogoś wyklucza z zabawy. Żal zrobiło mi się Pawełka, który spuścił głowę i z wykrzywioną w podkówkę miną pobiegł do swojej mamy. Smutno mi się zrobiło, bo zrozumiałam, że moje dziecko samo będzie podejmowało decyzje i często będą one podyktowane opinią grupy. Z kim się bawić to dopiero początek życiowych wyborów.

Byłam w rozterce. Kazać Matiemu zaprosić Pawełka do zabawy czy pozwolić mu ganiać z chłopakami. Jednak on dokonał wyboru. Sam. Był radosny i szczęśliwy.

NIE WTRĄCAJ SIĘ – pomyślałam. Życie nie jest sprawiedliwe i nie da się lubić wszystkich, i być przez wszystkich lubianym. Niech sam buduje swoje relacje. Pewnie nie raz się jeszcze sparzy, ale też zapewne nawiąże wspaniałe przyjaźnie.

Gdy wracaliśmy do domu jakby od niechcenia powiedziałam:
– wiesz, Pawełkowi było dziś bardzo smutno.
– dlacego?
– bo nikt nie chciał się z nim bawić….
– aha

NIE WTRĄCAĆ SIĘ. To najtrudniejsze zadanie dla rodzica.
Zdecydowanie.



2 thoughts on “Nie wtrącaj się!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *