Bo już prawie… święta!

Bo już prawie… święta!

Czas pędzi szybko. Zwłaszcza ostatnio… szkolenie, treningi, mały remont, praca… nie zapowiada się, że zwolni choć na chwilę. I te reklamy… wszyscy (sprzedawcy) szykują się już do świąt. Choć czasu jest jeszcze trochę myślę, że nie jest to głupi pomysł bym sama o świętach zaczęła myśleć już teraz. A raczej o prezentach… 

… i tym najważniejszym. Dla mojego dziecka.

Mati nie ma wiele zabawek, bo nie znoszę chaosu. Nie sądzę, że mógłby się spokojnie, prawidłowo i szczęśliwie rozwijać, gdyby jego przestrzeń była zawalona plastikiem, pluszem, drewnem i kartonem. Co nie znaczy, że nie ma ich wcale. Część będzie z nim dorastać, część wymieniam, gdy przestają być w kręgu jego zainteresowań. Nie trzymam, nie magazynuję i też nie uczę go gromadzenia przedmiotów przypadkowych i zupełnie nie związanych z jego zainteresowaniami. Zdarzało się, że dostawał zabawki, którymi nie bawił się wcale. Wszystkie oddałam, za jego wiedzą i zgodą. Chcę by był świadomy, co dzieje się z jego rzeczami.

Tak naprawdę jest 5 kręgów zabawkowych, na których naprawdę skupia się jego uwaga:

1. Książki.
Dopiero teraz jest na etapie prawdziwego zainteresowania bajkami, wierszami, opowieściami… Niemal każdy dzień kończy się na czytaniu, ale jak wiadomo – książek nigdy mało.

2. Puzzle, gry, układanki.
Tego też nigdy za wiele. Układanie, rozwiązywanie zadań to jest to, do czego specjalnie nie muszę go zachęcać. Jak jest w odpowiednim nastroju, to potrafi nad puzzlami spędzić niemal całe popołudnie.

3. Piłki.
Na szczęście ma już odpowiednią ilość. Nie muszę już mieć na uwadze tego typu prezentów.

4. Autka.
Jednak i w tym kręgu nastąpiła zmiana. Nie każde autko nadaje się do zabawy. Odpadają te, które nie mieszczą się w jego dłoni. Ciężko mu się takimi bawić. Nie pasują do budowanych przez niego garaży i parkingów, do kieszeni nie da się takiego włożyć, bo choć jedno autko przy sobie zawsze mieć musi. Dlatego często stawiam na “resorówki”. Nigdy się nie zawiodłam, choć nauczyłam się nie kupować tanich i kiepskich jakościowo. Nie mogę później patrzeć , jak smutno robi się małemu, gdy z autka do którego już się przyzwyczaił odpada koło, lub pęka szybka. I tym sposobem powstaje pierwsza jego kolekcja – autek Hot Whlees. Są nie do zdarcia, dlatego mój wybór zawsze pada na tę firmę.

5. Klocki.
Moja ulubiona grupa, bo mogę z taką samą radością bawić się z dzieckiem. Klocków mamy sporo. Duże Maga Blocks, drewniane, plastikowe, Duplo… W użyciu są niemal codziennie. Cieszy mnie to tym bardziej, że od dawna w głowie układał mi się szatański plan, by stworzyć Matiemu kolekcję klocków Lego. Z wielką ulgą przyjęłam fakt, że wyrósł już z Duplo, bo drażniły mnie te klocki… ze względu za niewspółmierną cenę do długoterminowości użycia. Niestety z tych klocków dziecko wyrasta. Bawi się nimi rok, dwa, może trzy. Nie znam sześciolatka, który sięga po Duplo, mając do wyboru wersję standard… a zainwestowane pieniądze, no cóż… na szczęście można je odsprzedać. Za to klasyczne Lego, to frajda na lata, może i na całe życie. Nie byłam tylko pewna, czy to już odpowiedni wiek na tak drobne elementy.

Potrzebowałam zestawu próbnego, który zweryfikowałby moje plany. Niestety klocki, którymi ja się bawiłam są już w innych rękach, za to Lego Basic taty z bodajże 1992 roku zachował się niemal w komplecie, a na pewno w idealnym stanie.

 

lego
Trafiony zatopiony. Mati od razu złapał bakcyla, choć na początku nie wiedział co ma z tymi klockami robić (nie mamy ani pudełka, ani instrukcji) i denerwował się, gdy najmniejsze elementy wypadały mu z rąk, czy nie chciały się odpowiednio złożyć. Jednak z dnia na dzień jest coraz sprawniejszy. Nie minął jeszcze tydzień, a on konstruuje zmyśle pojazdy, czy domko – garaże.

Postanowione. Na święta będą klocki Lego.

Do zestawu, który już ma dokupimy mu Bricks & More  (600-1000 elementów), bo jak wiadomo im więcej klocków, tym lepsza zabawa.

lego 2

A także zestaw kół, opon i osiek, bo wiedzę, że jego zainteresowanie jak na razie skupia się na budowaniu samochodów, samolotów, i innych jeżdżąco-latających.

lego 3
Babcia i Dziadek też dali się wciągnąć w legowe szaleństwo. Już teraz kupili mu zestaw Lego City. Który? Nie mam pojęcia. Niech będzie niespodzianką.

Zakładam, że jak mały zobaczy tę “górę” klocków, to oszaleje ze szczęścia. Ja bynajmniej zacieram ręce i nie mogę się doczekać, kiedy je w te klocki włożę.

Ps 1.
Tak. Klocki kupujemy dla dziecka 😉

Ps 2.
NIE JEST to wpis reklamowy!



4 thoughts on “Bo już prawie… święta!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *