Jak zmienić życie po trzydziestce?

Jak zmienić życie po trzydziestce?

Wydawać by się mogło, że gdy przekroczymy trzydziestkę nasze życie będzie zmierzać do stabilizacji a nie totalnej rewolucji. I z reguły tak się dzieje. Jednak ja postanowiłam trochę w tym życiu pokopać. Może kryzys wieku? albo raczej ostatni dzwonek na to by coś zmienić. Wszak to też ostatni rok kiedy mogę mówić o sobie “kobieta po trzydziestce” od przyszłego zegar biologiczny zacznie odmierzać czas “kobieta przed czterdziestą”. Ale co ja się tym będę przejmować. I tak czuję się jakbym dopiero co wybierała swoją życiową drogę. 

Miałam 19 lat gdy zdawałam maturę i czułam na sobie “oddech dorosłości”. Fatalny wiek na decydowanie o swojej przyszłości. Serce pełne jest miłosnych rozczarowań, głowę wciąż ktoś nabija życiowymi mądrościami. I to ciśnienie wewnątrz klasowe… Wybierz studia! Zadecyduj mądrze! To wybór na całe życie!

O jak się cieszę, że nie ma wyborów na całe życie!

Teraz to wiem. Jednak wtedy wybrałam. Oczywiście niezbyt rozsądnie. Wiedziałam, że moje miejsce jest zupełnie gdzie indziej, na AWF, choć wciąż słyszałam w głowie: “Kim będziesz po AWFie? Nauczycielem W-Fu? Poświęcisz  lata, a i tak nikt nie będzie Cię szanował”.  Brak jakiekolwiek zdolności samodecydowania o sobie w tamtym momencie związał mnie z uczelnią na całe pięć lat. Czasami nawet z wyróżnieniem.

Potem wszystko samo się toczyło. Dorosłe życie. Praca. Małżeństwo. Mieszkanie. Kolejna praca. I jeszcze jedna. Dziecko…

Dużo zmian, dużo nowości i okazało się, że jedyną stałą w moim życiu jest sport.  Pierwszy raz sobie to uświadomiłam mając 15 lat i rozpoczynając swoją przygodę z jogą, choć nie wiedziałam jeszcze wtedy, że będzie ona moim pierwszym natchnieniem…  sportową miłością. Drugą było bieganie. Choć często je porzucałam na rzecz coraz to nowych zajawek.

Pierwszy raz na siłowni, nie na zajęciach fitness, ale na siłowni właśnie pojawiłam się w 2007 roku. Od razu trafiłam pod dobre skrzydła kompetentnych trenerów, którzy prowadzili mnie za rękę, po tych nieznanych dla mnie zakamarkach. Czułam się tam jak ryba w wodzie. I do tej pory tak mam, że bardziej komfortowo czuję się leżąc na macie w mokrej od potu bokserce, niż w szpilkach za biurkiem.

Ale gdzież bym śmiała pomyśleć wtedy, że mogłabym ściągnąć szpilki na zawsze – zawodowo.

A jednak ściągnęłam. Trzy lata później zamieniłam je na trampki, by łatwiej mi było ogarnąć chaos spowodowany pojawieniem się w moim życiu Mateusza. I tak się w tym rozkochałam, że nie po drodze jest mi teraz ze służbowym “mundurkiem”. Zresztą… wyobrażam sobie czasami jak Mati zadaje mi pytanie “kim jesteś mamo? Co fajnego zrobiłaś w życiu”. I wtedy chciałabym móc mu powiedzieć:

– brałam udział w takich biegach, zaliczyłam półmaraton, zdobywałam kolejne szczyty. Ale najważniejsze, że miałam odwagę iść za głosem serca. Robić w życiu to co naprawdę chcę robić, a nie to czego oczekują inni. Chciałabym byś i Ty odnalazł w sobie ten głos, za którym będziesz w życiu podążał.

Co prawda pracuję jeszcze za biurkiem. Ale to już jest kwestia czasu. Zdobycie przeze mnie legitymacji trenerskiej to dopiero pierwszy krok. Drugim, przewidzianym na ten rok jest zdobycie uprawnień z dietetyki i suplementacji. Później szkolenia uzupełniające i podnoszące kwalifikacje trenerskie i zawodowe. I tak już będzie do końca życia (mam nadzieję). A impulsem do działania była też dla mnie opinia trenera:

 

Będziesz komandosem deklasującym dobrze wysportowanych facetów. Posłużysz jako przykład, że kobieta jest zdolna dorównać facetom mimo mniej sprzyjającej anatomii. Nadajesz sie do tego jak nikt inny, przynajmniej do tej pory nie spotkałem sprawniejszej kobiety nie uprawiającej wyczynowo sportu. Przyznam bazując na moich obserwacjach, że gdybyś w życiu zdecydowała się wcześniej uprawiać jakiś sport to miałabyś szanse zaistnieć co najmniej na poziomie krajowym. Posiadasz predyspozycje fizyczne połączone z mocnym charakterem oraz chłodną głowę, która nie pozwala spoczywać na laurach. Dla trenera to wymarzony zawodnik.

 

Nigdy nie jest za późno by wszystko zmienić. Trzeba mieć tylko siłę i odwagę, i być przekonanym niemal w 100% o tym co się chce robić. Wtedy dopiero można mierzyć się z życiem.

 

 



25 thoughts on “Jak zmienić życie po trzydziestce?”

  • Kaśka jesteś wielka, zresztą jak zobaczyłam Ciebie pierwszy raz, a potem wymieniłam prę słów, wiedziałam że silna z Ciebie babka, a przez życie idziesz z podniesioną głową, nie boisz się przeciwności, a przede wszystkim tych ludzi, którzy, nasze decyzje nie zawsze popierają.

    • Wychowanie dziecka i spełnianie marzeń absolutnie się nie wykluczają, więc i za Ciebie trzymam kciuki 🙂

  • Jesteś wspaniałą inspiracją! Dajesz nadzieję, że dla mnie nie jest za późno bym odnalazła swoje miejsce i zajęcie które pokocham na tyle, by związać się z nim zawodowo! W końcu mam 27 i jeszcze tyyyyyle możliwości do odkrycia! 🙂

  • I to jest zajebiste! Rok temu skończyłam podyplomówke wieńcząc tym 7 lat studiowania. Teraz pracuje w szkole ale traktuje tą pracę jako stan przejściowy. A co będzie dalej? To się okaże 🙂

    Gratuluję raz jeszcze. Kasiu będziesz umieszczać jakieś fachowe wskazówki za pośrednictwem bloga?

    • Aniu będę! Będzie dużo o ćwiczeniach, o układaniu planów dostosowanych do osiągania własnych celów, trochę o diecie, o suplementacji…. blog w 80% będzie kręcił się wokół fitnessu. Daj mi tylko czas na rozruch. Ostatnio wszystko tak szybko się dzieje, że nie ogarniam 😉

  • Zawsze warto realizować siebie! Swoim dawnym marzeniom, nawet gdy rzuconych na długo w kąt, warto dać szansę i próbować:) Życzę powodzenia w realizowaniu siebie, swojej pracy, pasji i życia zgodnie z Twoją definicją szczęścia! PS Kasia, konkurs nada l trwa,..:)

  • Ha, genialnie takiego trenera w życiu spotkać, teraz też taka możesz być 🙂 ucząc innych…
    “Kryzys wieku średniego”, kocham to powiedzenie. Od czasu, gdy zacząłem biegać słyszę je w tylu odmianach i z tylu ust, że się zdążyłem przyzwyczaić i na wszelki wypadek przyznaję rację.

    Tam, walczyć z facetami też mi wyzwanie, przecież największe zwycięstwo się odnosi w walce z tym kimś w lustrze 🙂

    • Dokładnie tak. Jak sam wspominałeś, to my sami stwarzamy bariery, których z różnych powodów nie chcemy przekraczać. Najczęściej ze strachu przed porażką… Tylko, że każdy kto podejmuje wyzwanie jest zwycięzcą. Nawet jeśli to wyzwanie podejmuje po trzydziestce 😉

  • Bardzo fajny wpis 🙂 Często tak jest, że musimy przejśc jakąś drogę, czujemy ze to nie jest do końca to co chcemy robić przez cale życie, ale podświadomie czujemy ze to nas prowadzi do zupełnie innego rozwiązania 🙂 Ja przez długi okres czasu pracowałam i robiłam takie rzeczy, które nie sprawiały mi satysfakcji i radości. Zdecydowałam się na podyplomówkę + wybrałam się na szkolenia. Warszawa akurat jeśli chodzi o rozwój osobisty jest chyba jednym z lepszym miast. Dotyczyły przede wszystkim tego jak kierować swoją ścieżką kariery, potem postanowiłam założyć firmę. I po 4 latach jestem szcześliwą właścicielką kawiarni 🙂 Warto podejmować wyzwania i słuchać swojego głosu serca:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *