Sen o bieganiu

Sen o bieganiu

Stało się. Dokładnie tak jak zaplanowałam na początku roku, wzięłam udział w XXII Biegu Ulicznym im. Wojciecha Korfantego. Pierwszy start, pierwsze prawdziwe emocje, choć stanęłam na starcie osłabiona chorobą przez co moje wyniki mocno odbiegały od moich możliwości, a pogoda prawdziwie rozczarowała. Przed startem siedzieliśmy w autobusach, spoglądając w niebo. Na szczęście nie padało, ale mroźny wiatr dawał o sobie znać.

Nawet nie byłam zestresowana, jak przypuszczałam że będę. Raczej chciałam jak najszybciej rozpocząć bieg, a czas, jak to zwykle w takich wypadkach bywa, ciągnął się w nieskończoność. Wtedy do autobusu – szatni weszła grupa kobiet, na oko sześćdziesięcioletnich. “Podziwiam” – pomyślałam i w tej właśnie chwili dotarła do mnie ich rozmowa:
– Nie, w tym roku nie biegnę maratonu. W zeszłym roku ostatni raz biegłam
– Szkoda… ja dwa razy chcę przebiec…
I wtedy do mnie dotarło, że bieganie nie jest zależne od wieku, a od charakteru. Nie ważne ile masz lat, ale ile w sobie masz determinacji, by mierzyć się z kolejnymi dystansami. I zobaczyłam swoją wymarzoną starość… Ja za 20-30 lat… w butach biegowych na trasie ulicznego biegu…

Wszystkie cztery panie skończyły bieg z czasem poniżej 50 minut.

Nie pamiętam startu. Miałam już słuchawki na uszach z głośną muzyką. Wiem, że nagle wszyscy ruszyli i pognałam razem z nimi zupełnie zdezorientowana. I biegłam… tak jak nigdy. Lekko i równo. Dwa podbiegi sprawiły, że łapałam lekką zadyszkę, ale w sumie nie czułam zmęczenia.

Dobiegając do mety widziałam zegar… 52 minuty… pognałam ile sił w nogach. Gdy założono mi medal, ciężko było mi uwierzyć, że to już koniec. Przecież sił miałam na jeszcze kilka kilometrów… Nagle ktoś szarpnął mnie za ramię.
– Gratuluję Pani. Wyprzedziła mnie Pani na ostatnich metrach… – stanął przede mną dobrze zbudowany mężczyzna
– Przepraszam… – zdołałam wykrztusić zszokowana
– Nie ma za co! To było piękne!

I dotarło do mnie, że ktoś na trasie się za mną ścigał. I że zdołałam go wyprzedzić, choć nie miałam takiego zamiaru. Mierzyłam się jedynie z czerwonym wyświetlaczem zegara.

Życiówka!
00:53:10

Oficjalne miejsce w kategorii Open – 730, (choć na mecie dostałam sms-a z informacją, że 840)

Przybiegłam jako 83-cia kobieta.

25-ta w kategorii Kobiet 30-39.

 
Gdy wróciłam do domu z medalem, mój Mały zaczął płakać:
– ja tes chce taki medal. Kup mi!
– Kochanie, tego jednego kupić Ci nie mogę. Sam będziesz musiał na to zapracować..
Łeeee

Długo musiałam mu tłumaczyć co to znaczy “zapracować na coś” i w końcu stwierdził:
– ja tes będę biegać!
– Będziesz! jestem tego pewna! Kiedyś razem pobiegniemy. Obiecuję…

Rano obudził się z płaczem. Gdy zapytałam co się stało, powiedział:
– bo nie mam medala a biegałem
– biegałeś? Śniło ci się, że biegasz?
– tak…

Sen o bieganiu… jeden z najpiękniejszych… niech mu się ziści… tak jak mnie się spełnia…



9 thoughts on “Sen o bieganiu”

  • Bardzo fajny wpis, popatrz gdzieś tam całkiem blisko siebie biegliśmy 🙂
    I faktycznie coś z smsami pozmieniało miejsca w klasyfikacji – wg oficjalnych wyników przybiegłem 110miejsc lepiej niż wg wyników sms. Nieistotne, ważne, że fajnie się biegło.

    Co te dzieciaki z medalami mają, mój 7 latek też z medalem jakiś czas musiał paradować 😀 po domu…

      • Ja butów moich znajomych to nawet nie widziałem – tylko taki “tunel powietrzny” i turbulencje po nich były 😉 Jakoś zawsze moje grono znajomych robi mi po starcie grzecznie “papa” a mi pozostaje samotnie biec, łykając łzy rozpaczy i chlipać taki opuszczony jakiś 😛

          • Im dłużej będziesz biegała, tym większe grono znajomych biegaczy się pojawi 🙂
            A treningi i tak zawsze sam biegam, jakoś tak się przyzwyczaiłem.

  • a ja przyznam szczerze, że bieganie zaczęło mnie jakoś męczyć… też się zapisałam do udziału w jednym biegu ulicznym w tym roku, ale nijak nie umiem się z tego cieszyć. Coś takiego mam od miesiąca, że wracam po bieganiu wkurzona, nie pełna energii jak wcześniej. Rozczarowują mnie moje wyniki, rozczarowuje pogoda, wciąż coś. Może do końca maja mi się odmieni… A Tobie Kasiu szczerze gratuluję. Cudownie, że dałaś radę, że pobiegłaś, że zrealizowałaś ten cel.

    • Czasem tak bywa, że traci się radość i motywację. Wtedy trzeba wyluzować. Nic na siłę. Twoje ciało mówi, że już nie chce, więc daj sobie czas. Zatęsknisz, wrócisz i zrobisz życiówkę. Trzymam kciuki :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *