Tak. Wychowuję go na sportowca.

Tak. Wychowuję go na sportowca.

Często jestem zaczepiana o wychowanie Małego. Wychowanie w sportowym duchu oczywiście. Stwierdzeń, nawet nie pytań typu “pewnie chcesz, żeby był sportowcem” jest wiele, do tego ostatnio ktoś dołożył “będziesz go pchała w tym kierunku?”, tak jakbym miała zadecydować za niego, jak ma wyglądać jego życie.

Nie będę za niego wybierać. Nie będę mu sugerować kim ma być. Nie będę “foszyć” gdy jego wybory będą niezgodne z moimi poglądami i moim odbiorem rzeczywistości. Co moje, to moje. Niech i on ma swój świat, swoje cele i marzenia.

Ale… 

Tak. Wychowuję go na sportowca.

Sport to nasz chleb powszedni. Mati wychowywany jest w reżimie treningowym, z hantlami i bieganiem w tle. W naszym domu przy stole rozmawia się głównie o bieganiu i diecie. Gdy mu mówię, że idę do pracy, pyta:
– a co się robi w pracy?
– dziś będę biegać z podopieczną.
– a jutro?
– jutro jadę do biura.
– tam też będziesz biegać?
– Będę biegać zanim pojadę…

To my – rodzice kreujemy świat naszych dzieci. I to od nas zależy w jakiej atmosferze są wychowywane. Możemy stwarzać ten świat bardzo świadomie, lub ignorować fakt jak wielki wpływ mamy na wychowanie swoich dzieci.

Postawiłam na pierwszy wariant. Jestem całkowicie świadoma, że stwarzam synowi zupełnie inne warunki rozwojowe, niż ma większość jego rówieśników. 4 lata to doskonały wiek na przyswajanie zachowań i postaw, zwłaszcza sportowych. Nasz dzień nie kończy się na kanapie przed telewizorem czy komputerem. W tygodniu, po przedszkolu lądujemy bądź na boisku, bądź na ścieżce rowerowej, na placu zabaw, na torze przeszkód… Niemal codziennie wymyślam mu nowe zadania.

Często dołączają do nas inne dzieci… Razu pewnego, przygotowałam dla chłopców tor przeszkód: przeskakiwanie przez przeszkody, slalom między drzewkami, sztafeta itp. Wszyscy bawili się wyśmienicie, dopóki nie podeszła jedna z matek i nie wyciągnęła syna z szeregu.
– Biegasz jak dzik! Zobacz jak się spociłeś! Jeszcze kolana sobie obedrzesz!

I po raz kolejny uświadomiłam sobie, że świat stanął na głowie. Ruch dla dziecka to środowisko naturalne. Im więcej dzieci się ruszają tym są zdrowsze! Nawet nie ma co z tym faktem dyskutować. To prawda. Przed telewizorem siniaków się raczej nie nabawią, ale umrą z nudów. Nauczą się jedynie biernie konsumować życie. A to życie niestety kiedyś i ich dopadnie.

Czasem mi smutno, gdy widzę takie sceny, ale cóż… każdy ma prawo do własnych decyzji. Patrzę w oczy mojego chłopca i dobrze wiem, jak chcę go ukształtować. Dlatego chcę by wszedł w sport jak najszybciej i możliwie na jak najdłużej. Na razie zajmuję się nim sama, ale przyjdzie czas kiedy go oddam w ręce innych trenerów. Jak wszystko pójdzie po dobrej myśli, to gdy skończy 6 lat zacznie treningi karate pod okiem Mistrza Sensei 4 Dan. Buddysty. To plan może trochę na wyrost, bo nie wiadomo czy w tym wieku będzie już gotowy na takie treningi. Ważne jednak dla mnie jest, by sport stał się naturalną częścią jego życia.  Bo sport:

Kształtuje charakter.
Dodaje odwagi.
Uczy mierzyć się z przeciwnościami.
Uczy dyscypliny i samokontroli.
Wyzwala chęć samodoskonalenia.
Uczy pokory.
Uczy samodzielności i systematyczności w dążeniu do celu.
Uczy szacunku.
Uczy podejmowania decyzji.

 
Tak. Wychowuję syna na sportowca… mentalnego. Czy kiedyś będzie zajmował się tym zawodowo, to do niego będzie należała decyzja. Może znajdzie inne pasje. Ale chcę by nauczył się kontemplować życie, a nie tylko go konsumować. Chcę by był silny, odważny i waleczny, a tego nie nauczy go gra komputerowa. To sport da mu tę siłę. I nie boję się, że obije sobie kolana i łokcie… bardziej boję się, że wpadnie w pułapkę bezsensu życia, jego bezcelowości.

Chcę by miał cele, dobre wzorce i pomysł na spędzanie czasu poza szkołą. By nie włóczył się bezcelowo i bez sensu po dzielnicy. To takie proste życzenie matki.

Chcę by przedstawiał się tym kim jest i co osiągnął, a nie tym co ma.

Mam też świadomość, że różnie może być, ale wierzę, że “czym skorupka za młodu nasiąknie… tym na starość trąci”. A moim podstawowym zadaniem jako rodzica jest stworzenie dziecku możliwie najlepszych warunków rozwojowych. Jak najlepsze przygotowanie go do samodzielnego życia. A to przygotowanie zaczyna się od dnia narodzin…



2 thoughts on “Tak. Wychowuję go na sportowca.”

  • Genialny wpis – brawo. Podpisuję się pod powyższym wszystkimi łapami. Śmieszne, bo moje prapoczątki biegowe to jazda mojego synka na … rowerku biegowym. No co, sama nazwa wskazuje – “biegowy”. Tatuś biegał obok a synek jeździł. Wyszło to z korzyścią dla nas obu 🙂
    Kiedyś na boisko wziąłem zestaw kolorowych kred i na sporej powierzchni narysowałem rowerowy tor przeszkód. Stop, start, “pachołki”, kamyczki, patyczki. Nawet nie musiałem czasu liczyć – młody sam się świetnie bawił chyba z godzinę 😀 Grunt to “nakarmić” wyobraźnię dziecka – reszta już sama leci…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *