Bez mięsa

Bez mięsa

Temat wegetarianizmu powraca do mnie regularnie co 2-3 lata. Absolutnie nie ze względów światopoglądowych, a raczej zdrowotnych. Przebrnęłam przez wiele publikacji na temat jedzenia i nie jedzenia mięsa… ile badań tyle teorii. Jedni mówią, że wegetarianie są zdrowsi, inni, że pozbawiając się białka zwierzęcego doprowadzają się do wielu zaburzeń a nawet chorób. Ale… “wegetarianizm za i przeciw” to inny temat, który poruszę w zupełnie nowym poście. Dziś skupię się tylko i wyłącznie na moich obserwacjach.

Właśnie mija 17-ty dzień odkąd nie jem mięsa. 

To całkowicie świadoma decyzja podjęta na czas nieokreślony. Być może kiedyś wrócę do mięsnej diety – nie wykluczam. Na razie czuję się struta mięsem. Za dużo było go w mojej diecie, co odbijało się na moim zdrowiu, moich treningach. Wpływało na ogólne samopoczucie.

Skąd wiem, że przyczyna tkwi w spożywaniu mięsa?
Doświadczenie. Znam siebie bardzo dobrze. Wiem co mi szkodzi, co pomaga. Zanim zjem danie, mogę przewidzieć jak się będę po nim czuła. Zdrowym żywieniem zajmuję się nie od dziś, a na pewno jestem sama dla siebie królikiem doświadczalnym. Każdą teorię sprawdzam wpierw na sobie. I nie raz przechodziłam wegetariański detox. Po 2-3 miesiącach powracałam jednak do starej diety, bo… treningi. Białko! Masa mięśniowa! Oto powody. Wybierałam jednak chude mięsa, możliwie najlepszej jakości…  Po raz kolejny jednak stanęłam przed dylematem zmiany sposobu odżywiania.

Zaobserwowałam, że po posiłkach zawierających mięso (głównie kurczak i indyk):
1. Staję się apatyczna
2. Treningi wykonuję o 15-20% procent gorzej, niż w dniach gdy jestem tylko na warzywach
3. Gorzej sypiam (tzn. budzę się w nocy bez konkretnej przyczyny)
4. Nie mogę się pozbyć uczucia wciąż wypełnionego żołądka
5. Miewam problemy metaboliczne.

Nie dotyczy to jednak mięsa z ryb, więc one na razie pozostają w moim menu. Kurczakowi z kolei mówię “dziękuję” i być może dojrzałam do tego, by na stałe związać się  deklaracją “NIE JEM MIĘSA”. Być może…

Na razie cieszę się lekkością. Spożywam głównie warzywa, kasze, makarony bezglutenowe, soczewicę, ciecierzycę, soję (pierwszy raz w życiu), nabiał (głównie kefiry i serek wiejski), ryby, jaja.

Całkowicie zrezygnowałam z mięsa zwierzęcego, sera żółtego, produktów zawierających pszenicę (to dużo wcześniej).

Waga na szczęście nie zmieniła się (nie zależy mi na utracie kilogramów, jest optymalnie tak jak jest – 52-53 kg). Choć ciężko mi się cieszyć z tego efektu, bo mam z powodu kontuzji zawieszone treningi biegowe… I nie wiem, jak nowa dieta będzie współgrała z długimi wybieganiami… Trochę mnie to martwi, bo start w półmaratonie już za miesiąc.

Jestem też zrelaksowana, wyspana, brzuch przez większość dnia pozostaje płaski. Nie mam też problemu z utrzymaniem właściwego poziomu nawodnienia. Mogę pić 3l wody dziennie bez wrażenia “opicia”. Poprawił się również wygląd mojej skóry i całkowicie zanikł cellulit. Mięśnie zaczęły ładnie odznaczać się pod skórą… a to dopiero 17 dzień…

Może po prostu mam naturalne predyspozycje do diety pozbawionej białka zwierzęcego?

Pozostaje mi teraz zgłębić wiedzę jak wegetarianizm wpływa na sportowca? Jak się prawidłowo żywić? Z tego co już wiem, to nie jest taki straszny temat jak mogłoby się wydawać. Ale o tym innym razem.



2 thoughts on “Bez mięsa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *