Od Zera do (pół)Maratończyka

Od Zera do (pół)Maratończyka

Moje życie biegowe zwolniło. Zrobiłam co miałam zrobić. Wszystkie cele osiągnięte. Prawie zapomniałam o kontuzji. Teraz nadszedł czas na refleksję.

To był naprawdę dobry rok treningowy. Niemal 80% czasu przewidzianego na trening było na ten trening spożytkowane. Chwilowe niedyspozycje i anomalie pogodowe nie były w stanie mnie zatrzymać.

Pierwszy trening biegowy zrobiłam 1 stycznia 2015.

7 lutego 2015 – przebiegłam pierwsze w życiu 10km

18 kwietnia 2015 – pierwszy start. Bieg Korfantego. 10km w 53 minuty.

18 sierpnia 2015 – pierwsze 21km w czasie 2 godzin i 3 minut.

4 października 2015 – debiut w półmaratonie. 02:14:24

Biegowego bakcyla złapałam jeszcze w liceum, ale nie potraktowałam go zbyt serio. Zawsze był dodatkiem w moim życiu. Biegałam krótkie dystanse. Raczej dla urozmaicenia pozostałych treningów czy też dla relaksu. Uwolnienia głowy z niechcianych myśli. Wydawało mi się, że nie nadaję się do długiego biegania. Ja – Kobieta, 160cm wzrostu, z szerokimi biodrami i niezbyt długimi nogami (żeby nie powiedzieć krótkimi 😉 ). Zupełnie nie potrafiłam wizualizować siebie w roli długodystansowego biegacza.

Na szczęście moje życie ostatnio zaczęło przybierać formę “Mogę Wszystko!“. Naprawdę mogę! Pozostała tylko kwestia dookreślenia czego naprawdę chcę. No i zaczęłam chcieć więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Chciałam biegać daleko – pobiegłam.

Teraz – pierwszy raz całkowicie świadomie – mówię głośno, że:
Jest plan na maraton.
Jest plan na triathlon.

Nigdy nie miałam ambicji być wzorem dla kogokolwiek. Każde wyzwanie traktuję jako osobistą walkę, ale teraz chcę Ci powiedzieć, że naprawdę Można Wszystko. To nie jest wyświechtane hasło. Możesz osiągnąć co tylko sobie wymyślisz. Nie licz jednak na to, że będzie prosto, bo nie będzie. Upadki i wzloty to jedyna właściwa droga by dojść do celu. Skrótów nie ma:
1. Musisz podjąć decyzję.
2. Zrobić plan
3. Trzymać się go bez względu na wszystko.
Trenować, trenować, trenować… do znużenia, aż wejdzie Ci w krew i zapomnisz, że istnieje taki brzydki nawyk jak Wymówka.

Musisz też wiedzieć, że nie istnieje takie coś jak “brak efektów“.

Pamiętam, jak zasiałam trawę na działce. Znużona widokiem czarnej ziemi, marzyłam o zielonym dywanie… Zasiałam i czekałam… dzień, drugi, trzeci… wpatrywałam się w glebę i nic nie widziałam. Podlewałam, niemal modliłam się o deszcz, a gdy spadł znów biegłam sprawdzić czy wyrosła. Byłam pewna, że się nie przyjęła i będę musiała zaczynać od nowa. Prawie po 2 tygodniach gdzieniegdzie pojawiły się malutkie roślinki… Po kolejnym tygodniu było już zielono…Nie ważne, że na opakowaniu napisali, że trawa wzrasta w 7 dni. Na mojej suchej glebie rosła przez niemal 3 tygodnie. Teraz jest już wysoka i piękna..

Z efektami jest dokładnie tak jak z tą zasianą trawą. Jeśli nie widać jak coś rośnie nie oznacza, że nie rośnie. Czasem Ci się wydaje, ze Twoje działania są bez sensu i zmierzają donikąd, ale tak nie jest. Zasiane ziarno wykiełkuje, jeśli tylko mu na to pozwolisz.

Teraz zakładam słuchawki na uszy i biegnę… Spokojnie. 10km to moja Strefa Komfortu. Gdy ją przekraczam zaczyna się przygoda.

Witaj Przygodo! Już w styczniu spotkamy się przy kolejnym planie treningowym.

Teraz tylko fun. Zasłużyłam 🙂

 

 



4 thoughts on “Od Zera do (pół)Maratończyka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *