A tak mnie straszyli

A tak mnie straszyli

Odkąd tylko zrozumiałam, że rozwój mowy mojego dwulatka nie przebiega tak jak powinien podjęłam oczywistą dla mnie decyzję o terapii logopedycznej. Dla otoczenia pomysł wydawał się kontrowersyjny bo:

  • takie malutkie dziecko ma czas na mówienie
  • po co go męczyć i po lekarzach ciągać
  • panikuję
  • słyszy to się nauczy
  • taka terapia nic nie daje przecież

No przecież. 

Gdy słyszałam tego typu opinie, ręce mi opadały. Postanowiłam nikogo nie słuchać. Bo kto jest bardziej odpowiedzialny za moje własne dziecko niż ja sama? Koleżanka? Pani z placu zabaw? Rodzina? Nie. To ja wiem, co jest dobre dla mojego dziecka i widziałam, ten problem. Słyszałam go. Nie mogłam więc go zignorować.

Po roku terapii. Mati mówił sprawniej, ale przede wszystkim nie bał się mówić. Nie bał się kontaktów z rówieśnikami. Stał się otwarty i towarzyski. Mój outsider zmienił się w prawdziwą duszę towarzystwa, choć wciąż nie zawsze rozumiany.

Dziś mija 2,5 roku odkąd rozpoczęliśmy pracę z logopedą. I wiem, że była to najlepsza droga jaką mogliśmy obrać. Dzięki temu:
1. Nastąpił postęp w rozwoju mowy: Mati ładnie buduje zdania, ma duży zasób słów, potrafi opowiadać krótkie historie.
2. Potrafi wypowiedzieć niemal wszystko, choć wiele pozostaje jeszcze w mowie biernej. Teraz jesteśmy na etapie przełożenia mowy biernej na czynną. Np. potrafi powiedzieć: cza-cze-czu ale wciąż mówi capka (czapka).
3. Co dziwne. Potrafi powiedzieć dż, ale wciąż mówi dzem. Jednak nie ma żadnego problemu gdy mówi po angielsku np.: good dżob (good job).
4. Angielski sprawia mu mniej problemu. Mówi płynnie i wyraźnie. Szybko zapamiętuje nowe słowa. Potrafi liczyć po angielsku do 50-ciu, gdy po polsku zatrzymuje się na 20-stu.
5. Lubi liczyć w ogóle. Liczy wszystko co widzi: od kolekcji samochodzików, po drzewa mijane po drodze do przedszkole. Dodaje i odejmuje do 10-ciu.
6. Potrafi nazwać każdą literę a większość potrafi napisać. Podpisanie się również nie stanowi dla niego problemu.

Mimo, że jeszcze nie jest idealnie. Mati wyraźnie skoczył do przodu, pod wieloma względami zostawiając w tyle swoich rówieśników. A otoczenie wciąż mnie straszy, że:

  • będzie miał problemy z zapamiętywaniem
  • będzie miał problemy ze skupieniem
  • będzie miał problemy z pisaniem, czytaniem, ortografią
  • straszą mnie dysleksją, dysortografią, i innymi “dys”

A ja czuję zaledwie dyskomfort, gdy to słyszę. Bo moje dziecko szybko uczy się wierszyków na pamięć, choć nie lubi ich powtarzać na forum. Chociaż po ostatnim zebraniu w przedszkolu urosły mi skrzydła, bo wychowawczyni podsumowując pracę dzieci stwierdziła, że Mati mówi głośno i wyraźnie swoją kwestię w przedstawieniu. Co więcej ciągnie całą swoją grupę i zna poszczególne role. Do tego imponuje kolegom siłą, sprawnością i odwagą, więc często dominuje w grupie.

Skupienie? Niewielu czterolatków potrafi siedzieć przez godzinę na zajęciach i ćwiczyć, rysować, powtarzać w kółko te same sylaby. Nie boję się, że gdy pójdzie do szkoły nie będzie w stanie usiedzieć w miejscu przez 45 minut. Co więcej, nasza praca logopedyczna nie ogranicza się jedynie do wizyt w ośrodku. Pracujemy w domu. Codziennie. Mamy zadania do wykonanie, wierszyki do nauczenia i dajemy radę. Ja zawsze znajduję czas, a Mati ćwiczy. To naprawdę niezły trening przed obowiązkiem szkolnym.

Czy będzie miał “dys”-problemy. Tego nie wiem. Na razie nic na to nie wskazuje. Sama mam problemy z lateralizacją (lustrzane odbicie) i nigdy nie traktowałam tego jako problem. Po prostu ćwiczyłam. I myślę, że na każdy problem jest tylko jedno lekarstwo: trening!

I niech mnie straszą! A im chętniej to robią tym wiem, że sami się boją. Ja się nie boję. Robię swoje i tyle. Mam zdolnego i inteligentnego chłopaka. Jeśli ma problem, jestem od tego by mu pomóc. A każda godzina spędzona na ćwiczeniach logopedycznych zwraca się w tych jego niesamowitych opowieściach, którymi raczy mnie niemal co wieczór.

A na koniec powrót do cyklu Mati mówi:

***

– Mamo, nie rzucaj książkami bo się połamią i pani z biblioteki zadzwoni po policje. Będziesz musiała kupić mandat i pojedziesz do więzienia na kratki

***

W sklepie:
– a kto to ten czarny pan?
– to ochroniarz

-a co robi?

-pilnuje, żeby nikt niczego nie ukradł

Po chwili Mati konspiracyjnym szeptem:

-ukradniemy coś?

***

 

Mati buduje drogę i tory z klocków. Na środku stawia klockowy mur i mówi:

-to jest AWANTURA!

-awantura? – pytam zdziwiona – a co to jest awantura?
-to taki szybki ZAKAZ przecież. To jest awantura!

***

Na placu zabaw dzieci bawią się w pociąg. Nagle jeden z chłopców zaczyna śpiewać “Jedzie pociąg z daleka”. Dołączają do niego kolejni. Mati się uśmiecha i mówi:
-ja też znam te piosenkę
-to dlaczego nie śpiewasz? – pyta zaskoczony kolega
– bo nie muszę!

 

 



5 thoughts on “A tak mnie straszyli”

      • Dzieki za odpowiedz.😘 mój synek ma 3.5 roku i zaczął chodzić do logopedy miesiąc temu. Mam nadzieję,że i u nas będą efekty. Mamy świetną logopedkę. Ćwiczymy w domu – choć czasem to trudne. Ale Twój post i postęp Matiego podniósł mnie na duchu. Dzieki.😘

        • Dużo ćwiczcie a na pewno będą efekty! Dzieci lubią takie językowe zabawy, więc łatwo przeprowadzić z nimi trening logopedyczny nawet w domu. Najważniejsze jest by go nie zmuszać i nie złościć się gdy nie chce czegoś powtórzyć. Najgorzej to zrazić dziecko do ćwiczeń. Mamy takie dni, kiedy Mati nie chce ćwiczyć, wtedy odpuszczam. A potem sam przynosi zeszyt z zajęć. 😉 Trzymam za Was kciuki. I daj znać jak Wam idzie, bo jestem bardzo ciekawa. Buziak :*

          • Dzieki wielkie.😘 my ćwiczymy narazie literke P w wyrazach i logotomach. Plus ćwiczenia buzki i np.zdmuchiwanie świeczki, dmuchanie na chrupki czy watę. Synek zamienia np. p na k. np.mówi ładnie ‘pacha’ ale nie powie ‘pada’ tylko ‘kada’. Pięknie mówi ‘papuga’. Dopiero zaczynamy,więc mam nadzieję,że tak jak Twój Mati osiągniemy sukces. Buziaki.😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *