Nie potrzebuję – nie kupuję

Nie potrzebuję – nie kupuję

Nie powiem, żebym specjalnie zmarzła tej zimy, ale i tak mam już trochę dość. Pogoda w kratkę. Już sama się gubię czy to zima, czy wiosna, a na zimową odzież patrzeć już nie mogę. Chyba to naturalna kolej rzeczy, że w okolicach lutego/marca zaczynam myśleć o wiośnie i przetrząsam swoją garderobę. Z reguły też o tej porze robiłam “napad” na sklepy, by choć trochę wynagrodzić sobie tygodnie oczekiwania na ciepłe dni. Przeanalizowałam też moje zeszłoroczne zakupowe szaleństwa i ze smutkiem przyznaję, że większości z nich dokonywałam pod wpływem:
– impulsu
– chandry
– złości

– promocji!

Byłam podatna na chwyty marketingowe typu: last sale. Dlaczego niby nie miałabym kupić sukienki za 50zł skoro wcześniej kosztowała 150? Może dlatego, że podobnych pięć wisi już u mnie na wieszakach.

Czasem wchodziłam do sklepu z przyzwyczajenia. Nawet nie miałam w planach nic kupować, gdy nagle dostawałam olśnienia: “O Fajne! Biorę!” Nie zastanawiając się czy tego w ogóle potrzebuję.

Zakupy w złości, chandrze czy innych negatywnych stanach emocjonalnych były chyba najgorsze. Niestety często kończyło się wielkimi wyrzutami sumienia. Bo okazuje się, że zakupionego towaru nie potrzebuję, a co gorsza – NIE PODOBA MI SIĘ. Całe szczęście w wielu sklepach można dokonywać zwrotów, czy zamian. Chociaż nigdy nie pofatygowałam się do sklepu oddać coś co kosztowało mniej niż 20zł. “Niech stracę, mam nauczkę” – myślałam, a w dłuższej perspektywie okazywało się, że te drobne nauczki bardzo drogo mnie kosztowały.

Opamiętałam się z dwóch powodów:
1. Zakupy nie cieszą mnie na tyle, by robić sobie z nich terapeutę. Wręcz przeciwnie – stresują mnie, bo nie lubię wydawać pieniędzy.
2. Mam porządek w szafie. Brzmi to może absurdalnie, ale dopiero kiedy uporządkowałam swoją szafę – wyrzuciłam wszystkie zbędne elementy, posegregowałam ubrania i dodatki, przeprowadziłam analizę tego jak chcę wyglądać – zrozumiałam, że mam wszystko by czuć się ze sobą dobrze. Zrobiłam porządek w swojej głowie.

Teraz każdy zakup przepuszczam przez następujące filtry:

kupuję

Trochę tych pytań trzeba sobie zadać, ale metoda skuteczna jeśli chodzi o ograniczenie nieprzemyślanych, nieplanowanych i niepotrzebnych zakupów. Kasa zostaje w kieszeni, dzięki czemu można przeznaczyć ją na coś czego naprawdę potrzebujemy, albo na KONKRET (coś co chcieliśmy mieć od zawsze), na który normalnie żal byłoby nam pieniędzy. Jak wiadomo Grosz do grosza i będzie kokosza. Czasem trzeba się zastanowić, czy warto po trochu uszczuplać swój budżet, otaczając się zbędnymi przedmiotami, czy może lepiej trochę przyoszczędzić i mieć coś wyjątkowego.

Nauczyłam się też planować swoje zakupy. Zresztą tak założyłam na początku roku: kupuję wg listy.
Garderoba – tylko do uzupełnienia w tym sezonie. Większe inwestycje poczynię w mieszkanie, które aż prosi się o wykończenie. Bez pośpiechu, bez kupowania na siłę… Mam oczy szeroko otwarte, listę prawie zamkniętą teraz szukam. I wiecie co? To mi się podoba! Czuję się jak myśliwy na polowaniu (choć z natury nie lubię polowań).

Wyrosłam z dowartościowywania się rzeczami. Byłam już w sytuacji, kiedy oglądałam każdą złotówkę zanim ją wydałam. Przechodziłam też etap: “jestem królową życia. Zarabiam, bawię się, wydaję pieniądze”. Teraz śmieję się z tego trywialnego podejścia do życia i nie chcę do tego wracać. Szanuję każdy grosz, który zarobię. I nie ważne czy tych groszy jest dużo, czy mało.

Nie potrzebuję – nie kupuję. Dzięki temu mam:
– spokojne sumienie
– odłożone pieniądze
– niezagracone mieszkanie
– przejrzystą i spójną garderobę

Harmonia. Spokój. Skupienie. Om.

Ommmm

yoga

 



4 thoughts on “Nie potrzebuję – nie kupuję”

  • Ja też doceniłam minimalizm, nie tylko w kosmetykach ale i w szafie. Właściwie po przeprowadzce do Londynu, kiedy przyjechałam z połową rzeczy (druga połowa nadal czeka w Polsce) stwierdziłam, że tamtej połowy tak naprawdę nie potrzebuję i że bardzo dobrze mi jest z tym, co mam aktualnie. No może mój ulubiony komplet kubków sobie jeszcze przywiozę 🙂

  • Nie wiem jak innym, jak Wam ale mi takie porządki trudno jest “robić”.
    Ostatnio zrobiłam jedne, wielkie i łatwo nie było. Wciąż się łapałam na tym, że a może będę żałować, przecież Ci się to Wiola jeszcze może przydać! itp. Ale zagryzłam ząbki i jak już skończyłam – rzeczywiście czułam się lżejsza 🙂
    Też zaczęłam już planować zakupy porządnie bo ostatnio co dostawałam (a zakupy robiłam przez Internet przeważnie) to odsyłałam z powrotem bo jednak nie było takie, jakie chciałam 😛

    • Zakupów przez internet, zwłaszcza jeśli chodzi o garderobę staram się nie robić. Ciężko dobrać coś w sklepowej przymierzalni, a co dopiero w sieci. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *