Podsumowanie kwietnia

Podsumowanie kwietnia

Oj wstyd! Minęła już połowa maja, a ja dopiero teraz siadam do statystyk i podsumowania. Przyznaję, że ostatnie dwa miesiące są dla mnie koszmarem jeśli chodzi o ogarnięcie się w czasie. Tempo. Tempo.Tempo. Na szczęście to co najbardziej czasochłonne już za mną (chyba). Kwiecień i początek maja stały pod znakiem remontów, nauki, zaliczeń, kursów, treningów, planów treningowych i diet.  Nos w książkach. Nogi na macie. Głowa… ommmm… gdzieś poza ciałem.

W takim systemie pracy ciężko wygospodarować czas na bieganie. Nie wspominając już o robieniu wyników. Bardzo staram się wycisnąć wszystkie treningi jak cytrynę. Do ostatniej kropli potu. A przynajmniej tak było do biegu korfantego. Potem wyluzowałam, bo czekał na mnie egzamin na instruktora jogi (uff- zaliczony, ale o tym w kolejnym poście), przy okazji naciągnęłam ścięgno achillesa. Czy tego chciałam czy nie, na dwa tygodnie pożegnałam się z butami do biegania. Słabo, ale za to teraz wracam stęskniona. Teraz. To znaczy wczoraj 15.05.2016. Odkurzyłam nawet stary plan. Zobaczymy jak mi pójdzie 😉

Za to joga idzie jak po maśle. To co mi w duszy gra przekładam na matę. Pierwszej miłości  nie da się zapomnieć. Pierwszej miłości nie da się oszukać. Siedzi tak głęboko, że nie da się jej wyprzeć. Tak dobrze z jogą nie czułam się od lat. Z jogą, w jodze, ze sobą… Droga przede mną długa, dożywotnia muszę przyznać. Joga nigdy się nie kończy. Nigdy nie dociera się do celu, bo każdy cel jest początkiem nowego. Perpetuum mobile.

Pilates głównie wykorzystuję na zajęciach z podopiecznymi. Lubię ten system pracy, zwłaszcza gdy efekty przestają być widoczne tylko dla mnie… A największą radość sprawiają mi  sms-y i maile z dowodami zmniejszających się obwodów i rozmiarów. Mówcie co chcecie. To działa!

Trening siłowy? hmm… boli. Minimum raz w tygodniu porządnie szarpię się z ciężarami. Do tego dokładam kilka szybkich obwodów w pozostałe dni i jakoś udaje mi się podtrzymać to, na co pracowałam wiele miesięcy temu. Priorytety. Czas je ustalić, póki jeszcze nie opadłam z sił.

Kwiecień nie był mocnym miesiącem. I wiem, że maj też mocny nie będzie. Ale za to był skuteczny. Robię to co kocham. Za to jestem wdzięczna.

A na podsumowaniu kwiecień pod względem ilości treningów wypadł dokładnie tak samo jak marzec – 36 treningów! tylko kilometrów zrobiłam mniej…

15 praktyk jogi
12 treningów pilates
4 treningi siłowe
5 treningów biegowych (41,51km)

Od początku roku zrobiłam więc 152 treningów, w tym:
77 praktyk jogi
32 treningi pilates

21 treningów siłowych
24 treningi biegowe (209,51 km)



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *