Czego nigdy nie dowiesz się od swojego trenera?

Czego nigdy nie dowiesz się od swojego trenera?

Od września moje życie nabrało rozpędu. Dużo pracy, dużo nowych wyzwań i planów. Spotkania, szkolenia, nowe kontakty zawodowe. Natłok informacji, czasem bełkot jaki mnie otacza trochę zaczął mnie uwierać. Tak wiem, że moda na Fit trwa w najlepsze i każdy kto choć otarł się o trening (zwłaszcza siłowy) urasta do rangi eksperta, ale to z jakimi doświadczeniami, i z jaką wiedzą trafiają do mnie dziewczyny (kobiety) nie mieści mi się w głowie. Czasem mam wrażenie, ze ci trenerzy to nieźli szamani są… Czary mary i wszystko się samo stanie.

Zacznijmy od początku. Praca trenera personalnego, jest działalnością zarobkową. Nigdy charytatywną. Nie spotkałam się z zawodowym trenerem, który robi to tylko i wyłącznie z pasji i wewnętrznej potrzeby. Praca ta oczywiście jest dla pasjonatów, bo nie wyobrażam sobie, że ktoś powierza w opiekę swoje zdrowie i ciało osobie, która ma to głęboko – wiadomo gdzie. Oczywiście wśród trenerów są osoby bardziej i mniej empatyczne. Jeden jest pod telefonem 24h/dobę, z innym omawiasz swoje problemy w trakcie 45 minutowego treningu. Każdy wybiera co/kogo lubi. Praca trenera nie jest też państwową posadką, z pensją, która należy ci się za samo “bycie na stanowisku”. Pensja trenera zależy od ilości klientów! Nie wchodzę tutaj w szczegóły umów jakie poszczególne kluby podpisują ze swoimi trenerami, ale każda opiera się na zasadzie: dużo klientów – będziesz miał z czego żyć, mało klientów – pewnie cię wymienimy na kogoś lepszego.

Trener + klienci = zawód, praca, pieniądze.

To proste chyba. Logiczne jest też to, że trener będzie zabiegał o jak największą ilość klientów. Klientów, którzy nie tylko do niego przyjdą, ale też zostaną już na dłużej.

Stali klienci = stała pensja

Trener klientów przyciąga na kilka sposobów:
– własnymi wynikami / wyglądem
– charyzmą / łatwością nawiązywania kontaktów
– wynikami innych podopiecznych
– wiedzą (którą ciężko zweryfikować osobie, niemającej  zielonego pojęcia o diecie, treningach, suplementacji)

Trener klientów swoich wiąże na stałe:
– wynikami podopiecznych!!!

Wynikami, na które często klient musi pracować przez wiele długich miesięcy, w trakcie których może zwątpić w trenera, może się zniechęcić, poddać, szukać kogoś innego, z kim efekty będą szybsze.
Oczywiście trener nie może do tego dopuścić, więc chwyta się sprawdzonych metod na podkręcenie efektów. Szybko, nie zawsze trwale. Oczywiście nigdy Ci o tym nie powie.

Dostaniesz na wstępie plan treningowy – schematyczny oczywiście, ale od czegoś trzeba zacząć. Do tego rozpisaną dietę z zaniżoną kalorycznością (początkowy szybki spadek wagi, powinien cię dodatkowo zmotywować) i rozpisaną suplementację.

Co do planu to, o ile nie chcesz zajmować się poważnie kulturystyką i sportami sylwetkowymi, to jaki by on nie był i tak jest dobry. Schematy są dobre i skuteczne. Ważne byś miała odpowiednią motywację i właściwie przekazaną wiedzę co i jak masz wykonać. Schody zaczynają się, gdy masz jakiś problem zdrowotny, o którym nie poinformowałaś swojego trenera, lub o który nie dopytał… Wtedy sytuacja może być groźna.

Dietę rozpisuje się na dwa sposoby:
– z podziałem na makra czyli czeka cię liczenie i ważenie wszystkiego co zjadasz
– z zaniżoną kalorycznością. Serek wiejski na śniadanie? Twaróg z sałatą na kolację? A w ciągu dnia 3 inne posiłki o skąpym bilansie kalorycznym. Znasz to? Ja znam. Widziałam dziesiątki tego typu rozpisek.

Dlatego dostaniesz do kompletu wypisane kiedy i jakie suplementy będziesz stosować. Zresztą pewnie sama o nie zapytasz. Twoje koleżanki już od dawna lansują się z “białeczkiem” na Insta, a ty właśnie kupiłaś sobie nowy różowiutki shaker i chciałabyś go wypróbować. To niestety powszechne. Nie jestem przeciwnikiem odżywek, ale nie jestem fanką ładowania się suplami bez wiedzy i opamiętania. A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze – ONE NIE DZIAŁAJĄ. Nie działają bez odpowiednio zbilansowanej diety, odpowiednio CIĘŻKICH treningów, i bez efektywnej regeneracji (6-8 h snu).

Powtórzę po raz setny – nie ma magicznej pigułki odchudzającej. Ten kto ją wynajdzie dostanie Nobla zapewne.

Pamiętaj przede wszystkim, że za suplementami stoją wielkie koncerny i ogromne pieniądze. To jest samo nakręcający się biznes, na którym zarabia również trener. Jeśli proponuje ci specyfiki z konkretnej firmy ‘bo tylko te są najlepsze” to wiedz, że ma z tego pieniądze. Sama średnio raz w tygodniu dostaję propozycję współpracy od różnych firm, na różnych zasadach:
– zniżki na suplementy dla klientów
– kupno po cenie hurtowej i sprzedaż klientowi po cenie detalicznej
– polecenia, kody rabatowe, reklama
itp.
Kiedyś nawet dostałam bezpośrednio ofertę handlu/obrotu środkami nielegalnymi. Gdy stanowczo odmówiłam, delikwent wzruszył jedynie ramionami “jak klient będzie szukał to i tak znajdzie, a na tym jest duża kasa”. Czysta dilerka. Ja w to nie wchodzę. Zresztą odmawiam nawet tym, którzy proponują sprzedaż witaminek.
Mój target to kobiety 30+. Często matki, czasem osoby z dużymi problemami zdrowotnymi. Nie miałabym sumienia, rujnować dodatkowo ich zdrowia.

Może twój trener ci tego nie powie, ale suplementy też da się przedawkować i też mają skutki uboczne. Nawet niewinna odżywka białkowa może zakwasić organizm i obciążyć nerki, podobnie jak kreatyny. Środki przedtreningowe, podnoszą ciśnienie krwi, kompletnie niewskazane dla osób z problemami z ciśnieniem i sercem. Popularne spalacze tłuszczu mogą wyrządzić więcej złego niż dobrego, zwłaszcza, ze ich działanie jest znikome. Pamiętaj, że by skutecznie spalić tkankę tłuszczową potrzebna jest zbilansowana dieta i wysiłek fizyczny. NIC więcej nie jest Ci potrzebne.

Chciałabym by osoby, które tak chętnie wydają fortuny na suplementy i odżywki, zainwestowały choć połowę tych pieniędzy w wysokiej jakości produkty spożywcze, może nawet z bio bazaru. Wtedy efekt będzie widoczny, jeśli nie po sylwetce to po stanie zdrowia. A to już jest krok w dobrym kierunku.

Twój trener zapewne nie powie Ci, że czegoś nie da się zrobić? Mówisz konkretnie: chcę mieć jędrny biust, płaski brzuch z zarysowanym kaloryferem, pupę a’la Kim K., nogi Anji R.. A on mówi “jasne, popracujemy nad tym”, myśląc zapewne, że zmądrzejesz w trakcie treningu zamiast od razu wysłać cię do chirurga plastycznego.

Po czym więc poznać, że twój trener pracuje z tobą właściwie i pro zdrowotnie?
1. Robi z Tobą wywiad medyczny i układa trening uwzględniając przebyte urazy, schorzenia, dysfunkcje
2. Układa Ci zbilansowaną dietę, w której nie brakuje żadnego ze trzech głównych makroskładników (BTW). Uczy cię jaką rolę pełnią w organizmie i jak masz je traktować
3. Zachęca Cię do różnych form ruchu. Trening siłowy rządzi się sztywnymi regułami, ale nic nie stoi na przeszkodzie byś go uzupełniała o inne, łagodniejsze formy ruchu: jogę, stretching, nordic walking itp. Dlaczego? Byś zawsze miała alternatywę i w momencie słabszych dni, zwątpienia, przetrenowania mogła sobie zastąpić jedną aktywność drugą. Aktywność fizyczna powinna być dla ciebie czymś naturalnym, a nie żródłem udręk i stresów.
4. Odpowiada na twoje pytania i wątpliwości. Nawet jeśli nie potrafi odpowiedzieć od razu na zadane pytanie, to doczyta, dopyta, by nie pozostawiać cię bez odpowiedzi.
5. Będzie Cię motywował i inspirował do zmian życia na lepsze.
6. Nie będzie ściemniał, bo wie, że tylko własną pracą dojdziesz do celu.

Nie chcę nikogo urazić tym tekstem. Znam wielu fantastycznych i zaangażowanych trenerów, od których czerpię inspirację i na których chcę się wzorować, ale niestety znam (tak. osobiście) wielu, którzy doskonale wpisują się w ten tekst.

Trener personalny to zawód jak każdy inny i jak każdy rządzi się prawami rynku. Ważne jest by dla własnych korzyści nie rujnować komuś zdrowia. Nie tędy droga.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *