Minimalizm w diecie

Minimalizm w diecie

Robię porządki w szafce kuchennej. Wyciągam wszystkie produkty, sprawdzam daty ważności, przesypuję do pojemników. Z tych czeluści piekielnych wydobywam jeszcze nie otwartą paczkę nasion chia. Kupiłam ją chyba rok temu. Zapomniałam. 

Zapomniałam, bo tak naprawdę nie potrzebuję tych nasion w kuchni. Mimo tak wielu walorów prozdrowotnych – chia nie komponują się z moją dietą. Nie przepadam za puddingami czy budyniami. Nie jem deserów ani śniadań na słodko. I tak naprawdę w mojej wytrawnej kuchni wolę siemię lniane. Wolę i stosuję niemal codziennie. 

Przeprowadziłam z Wami wiele rozmów. Wiele już razy zaglądałam Wam do szafek i wiem, że Wy też tak macie. Kupowanie produktów pod wpływem impulsu zdarza się każdemu, nawet mi. Zwłaszcza w sytuacji gdy postanawiacie być TOTALNE. Wersja Fit-Full-Wypas. I nie ważne są koszty, bo w tym totalnym szaleństwie stawiacie wszystko na jedną kartę: stewia, syrop klonowy, chia, jagody goi, spirulina… nie ważne, że jeszcze nie wiesz co to jest, jak to w kuchni wykorzystać, ale kupujesz. Bo to jest zdrowe. 

Nasze szafki kuchenne są bogate w fit produkty, których tak naprawdę nie stosujemy. Leżą miesiącami nietknięte, zapomniane. Dlatego też warto się zastanowić “po co ci to?” Nie można prościej? Czy zdrowe odżywianie jest tożsame z wydawaniem grubych pieniędzy na superfoods?

Niestety w fit-kuchniach panuje przerost formy nad treścią. Zupełnie niepotrzebny. Bo tak naprawdę niewiele potrzeba, by zdrowo się odżywiać, by zadbać o siebie, rodzinę i do tego pięknie wyglądać. 

Pamiętam moją przygodę z kuchnią Pięciu Przemian. Wtedy pod wpływem impulsu postanowiłam skorzystać z konsultacji z panią Anną Ciesielską autorką książek “Filozofia Życia”, “Filozofia Smaku”, “Filozofia Zdrowia”. To była przełomowa dla mnie rozmowa. Zresztą do tej pory uważam, że to gdzie jestem teraz ze swoją wiedzą i doświadczeniem miało swój początek właśnie w Pięciu Przemianach. Do dziś brzmią mi w uszach jej słowa, że dla utrzymania zdrowia trzeba korzystać z produktów lokalnych. Tych które rosną w naszej lokalizacji geograficznej. 

I jest to logiczne. Genetycznie jesteśmy przystosowani do określonych warunków życia. Pokoleniami spożywaliśmy określone grupy produktów, nasz układ pokarmowy jest do nich dostosowany. Zresztą… no cóż. To co nie rośnie na naszej ziemi, musi do nas dotrzeć. Ta droga bywa długa. A żywność, wiadomo – psuje się. Trzeba więc ją odpowiednio przygotować. Hmm… zdrowe, świeże produkty zamknięte w plastikowych paczkach na wiele miesięcy… Nie przekonuje mnie to. 

Zresztą wierzę w to, że każdy kto interesuje się zdrowym odżywianiem czyta o właściwościach produktów. Trafia nawet na strony, gdzie szeroko omówione są polskie zamienniki superfoods. W ramach przypomnienia wymienię tylko te najbardziej popularne:

Jagody goi (antyoksydanty, wit C, wit. A, mikroelementy. Trafiją na polski rynek po obróbce termicznej)- żurawina i aronia (przeciwutleniacze, wit. A, C, B)

Chia (białko, błonnik, zapobiega chorobom serca, wspomaga procesy trawina) – siemię lniane, sezam (wit. E, cynk, lignany – najsilniejsze przeciwutleniacze, wpływają na gospodarkę hormonalną i regulują układ pokarmowy)

Jarmuż (przeciwutleniacze, właściwości antynowotworowe, wit. K) – seler naciowy i kapusta czerwona (te same właściwości co jarmuż) 

Spirulinanatka pietruszki

Z doświadczenia też wiem, że nadmiar fit-produktów wcale nie prowadzi do zdrowej diety, dlatego wyznaje zasadę: MINIMALIZM W DIECIE.

Co dla mnie oznacza to pojęcie?
1. Świadomy wybór produktów, głównie polskich.
2. Mała ilość kupowanych produktów (nie robię zapasów na rok).

Moja kuchnia bazuje na kilku produktach głównych i wielu dodatkach, które zmieniam w zależności od pór roku. Naprawdę nie musisz mieć wszystkich rodzajów kasz w swoich zapasach. Nie musisz mieć wszystkich ziaren, jakie dostępne są na rynku. Jeśli śledzisz moje konta społecznościowe może zwróciłaś uwagę na spójność potraw, które “wrzucam”.

W mojej minimalnej spiżarni możesz znaleźć
1. kasze (gryczana, jaglana, jęczmienna)
2. makaron bezglutenowy (jedna paczka)
3. Ryż brązowy (choć ostatnio bardzo rzadko).
4. Soczewica, cieciorka, płatki owsiane
5. Mąka gryczana (czasem inna)
6. Siemię lniane, pestki dyni, otręby żytnie
7. Suszone śliwki, rodzynki
8. Orzechy włoskie, laskowe, migdały
9. Olej lniany, oliwa z oliwek, masło klarowane, olej rzepakowy
10. Imbir świeży, cytryna – choć nie nasze, to akurat wyjątek.

Warzywa kupuję tylko sezonowe.
Mięso i ryby na bieżąco wedle potrzeby.
W lodówce zawsze mam jajka.
Świeże zioła uprawiam sama. 

Czasem zdarza mi się kupić olej kokosowy czy mleko kokosowe. Nie są to jednak produkty niezbędne w mojej kuchni.
Mleko ryżowe czy migdałowe jeśli potrzebuję – robię sama. 
Często kupuję produkty pod konkretne dania np. do kuchni azjatyckiej, którą lubię od czasu do czasu.

Nasion chia już długo nie kupię… Szkoda, by się marnowały 😉

Nie dajcie sobie wmówić, że tylko superfoods gwarantują zdrowie i szczupłą sylwetkę. Pamiętajcie, ze to też marketing – kreowanie potrzeb. Branża fitness rozwija się  prężnie.Bądź jej świadomym konsumentem!

Houk.



2 thoughts on “Minimalizm w diecie”

  • A ja właśnie z tych słodkich jestem bardziej. Chociaż nie ukrywam, że odkąd nie jem nabiału, a trwa to już ponad dobry rok, to czekolada mleczna mi nie smakuje, jest za słodka i śmierdzi krową 🙂 Dlatego deser z chia czy mus z ubitego mleka kokosowego ratuje mnie przed rzuceniem się na inne, niezdrowe słodycze. No i komosa ryżowa też dobrze przyjęła się w mojej kuchni, ale to z powodu ogromnej ilości białka jaką posiada.
    Ale zgadzam się z Tobą, nie ma sensu rzucać się na te wszystkie modne superfoods. Jest tyle zdrowych, polskich , naszych produktów. Autorka bloga Qmam kaszę bardzo fajnie i często pisze o powrocie do korzeni.

    • Znam, znam Qmam 🙂 ! W superfoods nie ma nic złego. Jak ktoś chce, może i lubi to jak najbardziej powinien sięgać, ale nie należy utożsamiać zdrowego odżywiania tylko i wyłącznie od superfoods.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *