Dla przyjemności.

Dla przyjemności.

Padam zmęczona po wieczornym treningu. Zaparzam herbatkę. Otwieram książkę. Wyciągam nogi w świeżej pościeli. Mój czas. Moja godzina nim oczy same zaczną się zamykać. Krótkie bzyczenie telefonu wyrywa mnie z błogostanu. Czytam:

“Kasiu, muszę Ci się do czegoś przyznać… podałam sobie efedrynę. Czuję się źle”.

Czytam. Nie wierzę. Ręce mi opadają. Dopada mnie smutek. Cel uświęca środki? Pięć minut szczytowej formy naprawdę warto przypłacić własnym zdrowiem, czasem życiem?

To nie pierwszy raz, gdy widzę jak sport, wynik, rezultat przekształca zdrowego człowieka, w jego cień. Podążanie za marzeniami przybiera groteskowe formy. Dla wielu niestety zdrowy odżywianie utożsamiane jest z wieczną głodówką. Dobry trening to ten, co cię sponiewiera do nieprzytomności. Bieganie tak, ale tylko wtedy gdy jest szansa na życiówkę. 

Słyszę to wszystko tak często, że przestaję być wrażliwa i czujna. Chcesz się głodzić? Ok. Twój wybór. Ja dałam z siebie wszystko, by nauczyć Cię zdrowego podejścia do jedzenia, a jeśli chcesz dodatkowo wspomagać się “suplami”, to robisz to na własną odpowiedzialność. Jesteś dorosła… Tylko pamiętaj nie ma dróg na skróty.

Uważasz, że trening do granic możliwości to jedyna metoda walki z tkanką tłuszczową. Owijasz się dodatkowo folią, by spocić więcej, by szybciej odzyskać kontrolę nad własnym ciałem. A co potem? Padniesz z wyczerpania. Będziesz wrakiem człowieka w rozmiarze “S”.

Biegasz tylko gdy masz formę? Tylko po życiówki? Serio nie pobiegniesz w tym biegu, w którym startujesz co roku, bo nie chcesz psuć sobie statystyk? Schodzisz z trasy, bo słabo wystartowałeś? Biegasz, choć tego nienawidzisz. Jaki jest Twój prawdziwy cel? Odpowiedz szczerze, bo może bieganie nie jest Twoim sportem…

Nie ma wyników bez wiary, zaangażowania, szacunku dla własnego ciała, świadomości swoich potrzeb i możliwości.

Nie ma wyników bez przyjemności.

Tak, trzeba kochać to co się robi, by czerpać z tego maksimum korzyści!

Trzeba polubić zdrowe produkty, warzywa, zboża pełnoziarniste, gdy myślimy o stałej zmianie nawyków żywieniowych. Nawet gdy początki są trudne, nawet gdy nie wszystko wychodzi tak jak sobie zaplanujemy. Ważny jest każdy mały krok, który się stawia w dobrym kierunku. Aż w końcu przychodzi bezwarunkowa miłość do zdrowej diety. Do zdrowej wersji siebie.

Trzeba lubić treningi by móc skutecznie trenować. Wybór jest duży. Nie każdy będzie przerzucał ciężary, nie każdy będzie biegał… ale jeśli się nie będzie lubiło tego, co się robi trudno o wynik, trudno nawet wytrwać w swoich postanowieniach. W treningu tak naprawdę najfajniejszy jest sam trening. Możliwość zmierzenia się ze sobą. Odskoczenia od rzeczywistości. Rezultaty? Cieszą. Są dodatkową motywacją. I przychodzą zawsze, gdy jesteśmy wytrwali, szanujemy swoje ciała, układamy trening zdroworozsądkowo.

Z bieganiem jest trochę inaczej… Najprzyjemniejszy jest moment “po bieganiu”. Sam trening to walka. Czasem większa, czasem nieznaczna. Ale gdy już się zrobi te zaplanowane kilometry… gdy ciało jest rozgrzane i zlepione potem. Gdy zatrzymujemy się tuż za metą lub po prostu kończymy… Wtedy przychodzi radość. Swobodna i beztroska. Trzeba lubić biegać, by móc z biegania czerpać pełnymi garściami.

Wszystko to trzeba robić nie z obowiązku, nacisku, mody, ale dla przyjemności. 

Dla własnej przyjemności 🙂



6 thoughts on “Dla przyjemności.”

  • Jejku to strasznie smutne, robić coś z przymusu. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego na dłuższą metę. Kiedyś próbowałam biegać, ale kiedy stwierdziłam, że to nie dla mnie i przerzuciłam się na rower czuję się o niebo lepiej 😉

    • Niestety ludzie potrafią robić wiele wbrew sobie w imię “dobrego wyglądu”. Motywacja, wola walki to jedno, a balansowania na granicy zdrowia i zdrowego rozsądku to zupełnie co innego…

  • Pamiętam jak dwa lata temu byłam takim wrakiem człowieka… Straciłam niemalże wszystko. Znajomych – nie spotykałam się z nimi by czasem danego dnia nie odstąpić od zasad zdrowego odzywiania.
    Samopoczucie – nie pozwalalam sobie na zadne odstepstwa, wszystko mialo byc jak w zegarku przez co narazilam swoje zdrowie psychiczne…
    Cykl miesiaczkowy calkowicie mi sie rozlegulowal ale nie na długo bo po jakims czasie miesiaczka calkowicie zaniknela.
    Moglabym wymieniać, a wymieniać… To co może zrobić z nami “silna wola” + pragnienie czegoś, czego czasem nie możemy osiągnąć to coś okropnego.

    • Silna wola to dobra cecha. Jednak najważniejsze są właściwe priorytety. Zdrowa, zadbana sylwetka to cel, który każdy może osiągnąć, ale dążenie do odrealnionego wizerunku niektórych fit – celebrytek, może nieść za sobą fatalne skutki…

  • Bo własnie dużo czasu zajmuje zrozumienie tego, że można też ćwiczyć i trenować dla przyjemności a nie życiówek i cudownych wyników. OK, bicie rekordów jak najbardziej, ale gdzieś trzeba postawić mądrą granicę.

    • Bicie rekordów to jedno, a pokonywanie własnych barier i ciągłe doskonalenie to zupełnie inna bajka. Jeśli ma się odpowiedni dystans i pokorę, to o wiele łatwiej cieszyć się życiem i treningami 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *