Wakacje nad Bałtykiem

Wakacje nad Bałtykiem

Od razu zaznaczam, że to nie jest wpis dla tych, co spędzają wakacje “all inclusive”. To nie jest wpis dla tych, którzy do udanych wakacji zaliczają leżenie na plaży w palącym słońcu z drinkiem w ręku. Niestety, moje wyobrażenie idealnych wakacji nieco różni się od coraz bardziej popularnych form wypoczynku w zagranicznych kurortach. 

Gdy na pytanie o wakacje odpowiadałam, że w tym roku znów zaliczę polskie morze widziałam tylko grymas na twarzy i ciche westchnienia “aha…”. Co odważniejsi pytali “po co?”. Oczywiście padała lista zarzutów, że w Polsce drożej niż za granicą, pogoda niepewna, warunki średnie i w ogóle… po co?

Tak się złożyło, że na wakacje w Polsce decyduję się co roku. Niekoniecznie ze względów finansowych (przecież wakacje nad morzem są droższe niż zagraniczne). 

1. Kocham polskie morze. Niezależnie od pogody i pory roku. Choć muszę przyznać, że należę do tych niewielu szczęściarzy, którzy pogodę mają niemal co roku. 

2. Nie lubię leżeć na plaży. Samo plażowanie zajmuje mi maksymalnie dwie godziny dziennie. Traktuję nadmorskie miejscowości jako bazę wypadową. Lubię zwiedzać. Każdy dzień to tak naprawdę inne miejsce. Inna historia. Lubię widzieć, wiedzieć, przeżywać. Jeśli zdecyduję się na wakacje za granicami polski, to tylko takie, które pozwolą mi poznać kraj, kulturę, jedzenie, historię… “all inclusive” tego mi nie zapewnia, a jedna czy dwie odpłatne wycieczki… niestety nie przekonują mnie. 

3. Największą dla mnie stratą jest strata pieniędzy na “nic nierobienie”. Nie wydam złamanego grosza na to, by przez dwa tygodnie leżeć na leżaku. Na wakacje czeka się cały rok. Przez te dwa tygodnie lubię robić po prostu fajne rzeczy. Wykorzystać czas maksymalnie. Zobaczyć ile się da. Kosztować życia. Aktywne wakacje? Tak! Na 100%.

4. Zarażam dziecko aktywnością. Odcinam od komputera, telefonu, bzdurnych gier, głupich zabaw. Nie chcę, by dla  niego czas wolny kojarzył się tylko z dmuchańcami i innymi płatnymi rozrywkami. Chcę zaszczepić w nim ciekawość świata, historii, chęć zdobywania szczytów, wyznaczania celów, przeżywania emocji i gotowość do wysiłku, by osiągnąć ten cel.

Wybieram polskie morze i polskie góry. Nie ma większej i piękniejszej różnorodności, by wyciągnąć z wakacji maksimum korzyści. Co rok inne miejsce, bo przecież jest tyle do zobaczenia. Marzy mi się, by zjechać nasz kraj wszerz i wzdłuż. 

W tym roku mój wybór padł na Kąty Rybackie. Szukałam spokojnego, mało ludnego miejsca, z którego będzie blisko do ciekawych miejsc. Jednak po kolei.

Kąty Rybackie to tak naprawdę wioska rybacka położona na terenie Mierzei Wiślanej nad Zalewem Wiślanym. Do szerokiej i piaszczystej plaży Zatoki Gdańskiej trzeba dotrzeć niemal dwukilometrową trasą przez lasy rezerwatu przyrody (ścieżki przez las oraz jedną drogę asfaltową). Daleko? Dla niektórych może daleko… a dla mnie piękny spacer po lesie jako wartość dodana. Dodatkową atrakcją w Kątach są przystanie i porty rybackie nad Zalewem Wiślanym, wspaniałe miejsce na wieczorny bądź poranny spacer – ten polecam zwłaszcza dla miłośników ryb. Świeże rybki prosto z kutra za 5zł/kg? A podobno drogo nad Bałtykiem… (w smażalni ta sama ryba kosztuje 8zł/100g – frytura w gratisie).

To co mnie zaskoczyło to piękna, czysta  i szeroka plaża, z bieluteńkim piaskiem, długim wejściem w morze (to ważne, gdy ma się małe dzieci), która w zasadzie jest bezludna. Gdy w niedzielę ok godziny 16:00 pierwszy raz dotarliśmy na plażę byliśmy w szoku, że… plaża jest pusta. Tym bardziej, że panował niemal trzydziestostopniowy upał! Okazało się, że jest to norma. Z ciekawości pytałam naszą rezydentkę o przyczynę. Odpowiedź jest banalnie prosta: Kąty Rybackie są zbyt małe, by pomieścić duże ilości turystów. Zbyt mało kwater. Za mało miejsca, by wybudować nowe hotele i rezydencje. (apartamenty Marina, w których stacjonowaliśmy były jedynymi nowo powstałymi miejscówkami w ostatnich latach). 

W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o zakwaterowaniu. Oczywiście szukałam dla mojej rodziny takiego miejsca, w którym będzie nam wygodnie (przestrzennie) i będę mogła gotować (znacie moje podejście do żywienia). Padło na Marinę. Apartamenty w pełni wyposażone we wszystkie niezbędne udogodnienia (pralka, zmywarka, doskonale wyposażona kuchnia itp.). Dodatkowym atutem był widok z tarasu na port jachtowy. Docenialiśmy zwłaszcza wieczorami 🙂

Kąty Rybackie to tak naprawdę miejsce albo dla emerytów, albo dla rodzin z dziećmi. Trzy knajpy na krzyż, które zamykano o godzinie 20:00 nie przyciąga w to miejsce imprezowiczów. I chyba taki jest cel, by Kąty zachowały swój kameralny charakter. Dla mnie to atut. Spędzam wakacje z sześcioletnim dzieckiem więc nie włóczę się nocami po knajpach. Doceniam też fakt, że nie budzi mnie w środku nocy imprezowe towarzystwo. Cisza, spokój nic się nie dzieje…

A w około tak wiele atrakcji:

1. Rejs statkiem po Zalewie Wiślanym. Polecam! Zwłaszcza jeśli trafi się na Kapitana – Gawędziarza. 🙂

2. Latarnia w Krynicy Morskiej. Potraktowaliśmy wyjazd do Krynicy jako osobną wycieczkę. Uciekliśmy stamtąd po dwóch godzinach. Ulżyło mi, że nie zdecydowałam się na wakacje w tej imprezowni. Plastik, knajpa na knajpie, parawan na parawanie. Największe rozczarowanie tych wakacji. Latarnia Morska trochę nam zrekompensowała stracony czas, a potem jeszcze trochę kilometrów prosto pod granicę z Rosją. Piaski 🙂

3. Malbork. Cel tych wakacji. Specjalnie szukałam miejscówki w okolicach Zatoki Gdańskiej by mieć blisko do Malborka. Byłam tam jako dziecko i ogromnie przeżyłam. Chciałam Zamek zobaczyć po raz kolejny. Chciałam pokazać go Matiemu. To była nasza najlepsza wycieczka. Wprawdzie poświęciliśmy na to cały dzień, ale było warto. Samo zwiedzanie zamku zajmuje 4h. Myśleliśmy, że to będzie za dużo dla sześciolatka. Myliliśmy się, na szczęście. Zamek odzyskuje dawny surowy blask i jest tak ciekawy, że te 4h to mało, nawet dla dziecka. Chodzenie po zamkach wpisuję jako nasze nowe rodzinne hobby.

4. Elbląg. Bardzo urokliwy. Warto zwiedzić tamtejszą starówkę jeśli jest tylko taka możliwość. Wycieczkę zakończyliśmy parkiem rozrywki. Taki wakacyjny akcent, a nie cel sam w sobie.

5. Nie udało nam się zorganizować wycieczki do Fromborka (w grę wchodził długi rejs statkiem, na który wtedy szkoda nam było czasu) oraz do Stutthof (to nie miejsce dla dziecka, choć kiedyś chciałabym to zobaczyć… )

Do Kątów Rybackich wrócę. Nie wiem czy za rok, czy trochę później. Ale polecam wszystkim! To jedna z najlepszych miejscówek nad polskim morzem!

A po powrocie znad Bałtyku zrobiłam remont mieszkania, zdobyłam kilka górskich szczytów… ale to zupełnie inna historia.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *