Poranny rytuał wspierający zdrowie

Poranny rytuał wspierający zdrowie

Jesień ma swoje uroki, ale też pewne niedogodności. Można ją lubić, rozkoszować się jej barwami, przyjemnym chłodem. Można też źle znosić tę wilgoć i burość, która nadchodzi wraz z ze skróconym dniem i wydłużoną noc. Na pewno w tym szczególnym czasie musimy bardziej o siebie zadbać. Przygotować się na zimę. Pamiętajcie, że chłodu w Polsce jest więcej niż ciepła. Jak szczęście dopisze i będziemy cieszyć się przyjemną wiosną i ciepłym latem to wciąż będą to okresy krótsze niż te jesienno-zimowe. Jesteśmy genetycznie przystosowani do znoszenia niskich temperatur. Jednak wraz ze zmianą stylu życia i sposobu żywienia, każde kolejne pokolenie jest coraz mniej odporne na jesienną szarugę. Coraz mniej dbamy o siebie, choć może nam się wydawać, że tak dużo i świadomie dla siebie robimy. Jednak co doskonale sprawdza się wiosną i latem niekoniecznie przynosi ten sam pożądany efekt również jesienią.

Dbanie o siebie od wewnątrz to wciąż temat dyskusyjny. Zanim cokolwiek zmienisz w swojej diecie, przejdziesz na kolejny detoks, zaczniesz eliminować kolejne produkty na rzecz “super foods”, odpowiedz sobie na proste pytanie:

Czego ja i moje ciało potrzebujemy podczas jesiennych miesięcy?

Można sobie wypisać na kartce wszystkie skojarzenia związane z jesienią. Odpowiedzi mogą Was zaskoczyć. Podpowiem:
– szukamy ciepła
– stajemy się bardziej introwertyczni
– marzymy o spokojnym, wyciszającym wieczorze pod pledem, z gorącą herbatą, z książką lub dobrym filmem. 

Nasz organizm sam nam podpowiada czego potrzebuje, ale czy słuchamy?

Jak już wspominałam jesteśmy do tych zmian temperatur przygotowani genetycznie, więc teoretycznie powinniśmy dobrze je znosić, a jednak wciąż z falą pierwszych chłodów przychodzą pierwsze przeziębienia, huśtawki nastrojów, niemoc. 

To wynik nie tylko trybu życia (szybkie tempo, brak czasu na odpoczynek), ale też złej diety. Problem tkwi nie tyle w jakości ale przede wszystkim w temperaturze dań. Zapomnij proszę o ochładzających koktajlach (nawet jeśli są super zdrowe), niech poczekają do wiosny. O surówkach też zapomnij, no chyba, ze z kiszonej kapusty. Wszelkie chłodniki i potrawy spożywane na zimno niestety w tym konkretnym okresie wcale nam nie pomagają. 

Daj sobie to czego najbardziej potrzebujesz: CIEPŁO! Ciepłą zupę z jesiennych warzyw (warzywa korzenne + kiszonki to samo dobro – pokochaj je). Rozgrzewające herbaty i napary. Zioła! No i przyprawy: pieprz, kurkuma, goździki, cynamon… nasze jelita właśnie tego potrzebują. Nie tylko jesienią i zimą, ale tak naprawdę przez cały rok. Jeśli komponujesz jesienny jadłospis, niech kryterium ciepła (rozgrzania) będzie podstawowe. Wspieraj swoją siłę i odporność. 

Dla zwiększenia odporności i ochrony organizmu przed atakami wirusów możesz wprowadzić pewien poranny rytuał… Bardzo prosty i skuteczny, choć nie powiem, że przyjemny czy smaczny… To raczej kwestia indywidualnych preferencji. Testuję na sobie i widzę wiele pozytywnych zmian.

Codziennie na czczo wypijam szklankę ciepłej wody z sokiem z połówki cytryny, łyżeczką spiruliny i ząbkiem czosnku.

Kiedyś ograniczałam się tylko do ciepłej wody z cytryną. Jednak wraz w obserwacją własnego ciała, reakcją na jego potrzeby rozszerzyłam swoją miksturę. Dlaczego?

1. Woda z cytryną wspomaga układ trawienny, oczyszcza układ pokarmowy i wątrobę. Działa również przeciw wirusowo, więc wspomaga naszą odporność. Dodatkowo sok z cytryn działa zasadowo na nasz organizm. W cytrynach znajdziecie witaminę C, wapń, żelazo, potas, witaminy z grupy B, i bioflawonoidy. 

2. Dołóżmy do tego chlorofil (spirulina albo inny zielony proszek np. młody jęczmień). “Energia słoneczna” jaką jest chlorofil, to jest to czego najbardziej potrzebujemy jesienią. Działanie chlorofilu można porównać z przebywaniem na słońcu. Tak! nasza skóra zyskuje piękny, zdrowy ciemniejszy kolor. Oczywiście nie mogę pominąć innych właściwości zielonych proszków: działanie przeciw wirusowe, przeciw zapalne. a także bogactwo w minerały i witaminy (potas, żelazo, wapno, cynk) oraz w błonnik. Niestety dla fanów wiary, w odchudzającą moc np. zielonego jęczmienia, nie mam dobrych informacji. Badania w tej kwestii są rozbieżne, pozostawiam więc tę informacje indywidualnym preferencjom. Na jednego działa na drugiego nie 🙂

3. Czosnek. Kto z nas nie zna cudownych właściwości czosnku. Naszego polskiego! Jest jednym z podstawowych składników naszej rodzimej kuchni. Nasze babcie sięgały po niego za każdym razem, gdy w rodzinie pojawiało się przeziębienie. W jednym małym ząbku kryje niemal wszystko co pozwala nam utrzymać nasz organizm w dobrym zdrowiu:
prowitamina A
witaminy B1, B2, PP, C
związki flawonoidowe
aminokwasy, 
mikroelementy (kobalt, nikiel, chrom)
olejki eteryczna (siarczki, allicyna)
Czosnek działa przeciw nowotworowo (duża ilość przeciwutleniaczy), hamuje rozwój bakterii (badania wykazują, że jest silniejszym antybiotykiem niż penicylina), obniża ciśnienie krwi, pomaga w walce z pasożytami, pomaga w walce z infekcjami, chroni przed zwałem i udarem, wspomaga układ trawienny… i mogłabym tak wymieniać, ale powiem krótko. Czosnek to samo dobro! Wystarczy jeden ząbek dziennie by znacząco poprawić nasz stan zdrowia i odporność. Ja spożywam go na czczo własnie w tym porannym koktajlu. Choć opinie kiedy należy spożywać czosnek są dwie:

– rano na czczo właśnie, wtedy przyswajalność wszystkich składników jest lepsza
– obojętnie kiedy, byleby był surowy (po przetworzeniu zmniejszają się jego właściwości).

Do spożywania go na pusty żołądek przekonał mnie jeden argument: jest skuteczniejszy w momencie, kiedy działa na uśpione bakterie. Bakterie, pasożyty karmią się pożywieniem (cukry, w tym węglowodany). Kiedy jeszcze nie spożyjemy pierwszego pokarmu, one nie mają pożywki. Są słabsze, więc i walka z nimi jest skuteczniejsza. 

Czy nasz organizm jest w stanie poradzić sobie z trawieniem surowego czosnku to sprawa indywidualna. Ja nie mam z tym problemów i jeśli układ pokarmowy działa sprawnie, też nie powinniście odczuwać dyskomfortu. Tylko ten zapach… ale do tego można się przyzwyczaić.

Podsumowując, to co najlepsze mamy w zasięgu ręki. To od nas zależy czy po to sięgniemy. Medycyna naturalna to nie jest alternatywa dla medycyny konwencjonalnej. To sposób życia, słuchanie siebie, zaufanie naturze. I wolę wzmacniać swój organizm od środka, niż czekać aż pojawią się infekcje i leczyć je farmakologicznie. 

Mamy wybór, a od nas zależy czy z niego skorzystamy. Podaję Wam mój banalny sposób na zdrowie. Poranny rytuał. Może macie swój? Podzielcie się, chętnie poznam Wasze sposoby na walkę z infekcjami i ochronę przed nimi w tym jesienno-zimowym okresie. 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *