Wdzięczność

Wdzięczność

Pierwszy raz od początku istnienia bloga nie zrobiłam podsumowania roku. Odkładałam to na ostatnią chwilę i niestety to odkładanie trochę się na mnie zemściło. Okoliczności niezależne ode mnie sprawiły, że na ostatnie tygodnie straciłam kontakt ze światem. Pisanie podsumowania teraz, gdy każdy patrzy z nadzieją na nowe, wydaje mi się trochę bez sensu. Nie będę więc się rozpisywać ile kilometrów przebiegłam, ile treningów zrobiłam, jakie sukcesy osiągnęłam, a czego osiągnąć mi się nie udało. Powiem wam krótko. Poprzedni rok był dla mnie dobry, a uczuciem, które mi teraz towarzyszy jest: WDZIĘCZNOŚĆ!

 

Jestem wdzięczna za to co mam, za to co się wydarzyło. Za każdy trening. Za każdą osobę, która do mnie trafiła z różnych powodów. Wierzę, że to nie przypadek. 

Jestem wdzięczna za to, że mogę wspierać swoją wiedzą i doświadczeniem całe rodziny. Kiedy żona przyprowadza męża, mamę, teściową, córkę i odwrotnie. Kiedy przychodzą do mnie po to, by być ze sobą, by pokazać dzieciom jak można spędzać czas, moje serce rośnie.

Jestem wdzięczna za każdą jogę jaką miałam okazję zrobić. Za każdą grupę. Za różnorodność. Za cudowną energię, która daje mi poczucie, że jestem potrzebna i to co robię ma sens. 

[musiałabym napisać osobnego posta, by podziękować każdemu z osobna za te emocje, energię, możliwość rozwoju, bo oni chyba nie do końca zdają sobie sprawę, że nie tylko dostają, ale i dają 😉 ].

Jestem wdzięczna za każdą lekcję tzw. “życiową”. Nie wszystko układało mi się po mojej myśli, ale czasem warto dowiedzieć się o sobie nowych rzeczy lub uświadomić słabości. Może jestem naiwna, może popełniam te same błędy, może ufam mimo, że tego zaufania dawno być nie powinno. Ale podnoszę się silniejsza.

Jestem wdzięczna za tę właśnie siłę. Czasem nie wiem skąd ją mam. Może po prostu na nią ciężko zapracowałam. 

Jestem wdzięczna za ludzi, którzy mnie otaczają. Za wsparcie. Za troskę. Za możliwość rozwoju. 

Jestem wdzięczna za każdą kobietę, która pojawiła się w moim życiu. Tak kobietę! To był rok kobiet! Dosłownie los mi je zesłał, a zesłał mi je, bo tego właśnie potrzebowałam. Każda dała mi wiedzę z innej dziedziny. Każda czegoś mnie nauczyła. Każda miała swój wkład w to, gdzie teraz jestem.

Jestem wdzięczna za doświadczenia zawodowe i sportowe. Za możliwość sprawdzenia się w nowych rolach. Za opiekę trenerską. Za to, że nie upadłam, choć czasem brakowało mi sił.

Jestem wdzięczna za rodzinę. To największy sens. Sprowadza mnie na ziemię i nie pozwala odlecieć gdzieś wysoko. Wiem po co się staram i dla kogo robię. Wiem o kogo powinnam troszczyć się najbardziej. Bez rodziny moje życie byłoby jałowe. 

Jestem wdzięczna za tych, którzy mnie kochają. Za to, że są. Po prostu.

Jestem wdzięczna za to, że kocham.

W zeszłym roku towarzyszyły mi dwa hasła (ONE LITTLE WORD).

“Powrót do korzeni”
“Minimalizm”

I oba wypełniłam treścią. 
Wiem, gdzie są moje korzenie. Dokopałam się do nich. Wróciłam do tego co JEST MNĄ. 
Rodzina.
Joga.
Odżywianie zgodne z naturalnymi predyspozycjami i w 100% naturalne.
Aktywność fizyczna (treningi).
Naturalne kosmetyki.
Dobro i empatia.
Właściwe i zdrowe relacje.
Miłość.

Minimalizm to temat, który wciąż rozwijam. Brak przywiązania do rzeczy – tego pierwszego udało mi się dokonać. Drugie to pozbycie się “chęci posiadania”, skłonności do wydawania pieniędzy na to co jest mi nie potrzebne lub niewarte swojej ceny. Nie muszę MIEĆ, żeby BYĆ. Chcę mieć, by móc czegoś dokonać, przejść swoją własną drogę. Jestem na początku i wciąż się rozwijam w tym temacie, więc wciąż Minimalizm to moje hasło. 

Wdzięczność… wiecie… to najpiękniejsze i najczystsze uczucie jakiego ostatnio doświadczyłam. 
Czuję się szczęśliwa.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *