Projekt 42

Projekt 42

Czasem trzeba zrobić sobie przerwę od wszystkiego, co nie oznacza wcale, że w tej przerwie nic się nie dzieje. Z reguły dzieje się całkiem sporo.

Nie pisałam od wielu miesięcy. Nie dlatego, że nie miałam o czym, czy nie miałam czasu. Koncentrowałam siły. Odpuściłam mniejsze aktywności, by przygotować się do jednego z najważniejszych i najfajniejszych projektów w moim życiu.

Projekt 42. Pierwszy maraton.

Powstał wystarczająco dawno temu, bym mogła teraz wysnuć wnioski, że całe to moje bieganie miało tylko jeden cel: ROZWINĄĆ SKRZYDŁA i polecieć.

Najpierw musiałam stworzyć warunki. Poukładać życie tak, bym w ogóle mogła biegać. Tupnąć nogą, postawić na swoim, iść na kompromis. Znaleźć okienka czasowe. Na początku było łatwo. Im krótsze dystanse biegasz, tym łatwiej znaleźć czas… Teraz potrzebuję tego czasu więcej, skracam więc sen, okradam syna ze wspólnie spędzonych chwil, rezygnuję z dodatkowej pracy… Nie mogę być dla nikogo na 100% . Dawać z siebie 100% . Jedyne co mogę, i co o dziwo potrafię, to STAWAĆ NA GŁOWIE, by wszystko poukładać, jak puzzle. Praca, dom, dziecko, rodzina, pranie, gotowanie, prasowanie, sprzątanie, JA. Funkcjonuję. Nie łamię się. Nie narzekam. Wręcz przeciwnie. Rosnę w siłę. Obrastam grubym pancerzem.

Potem okazało się, że mam formę. Trzymam formę. Biegam, a to bieganie wychodzi całkiem nieźle. Ciało w pancerzu jest mocniejsze. Złapałam moment, podjęłam decyzję. Teraz (albo nigdy). Sprawdzam moją fizyczną siłę na każdym treningu. Jest dobrze.

Muszę to wszystko poukładać w głowie. Zrobić dobry, racjonalny plan. Nie odpuszczać. Nie bać się. Nie dać się zmanipulować.

Idę po swoje.
Najpierw maraton.
Potem… będą inne cele.

W nogach ogień.
W głowie chaos.
W oczach strach.


Projekt 42.
Czas START.








2 thoughts on “Projekt 42”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *