Tag: relacje

Granice

Granice

Każdy ma je w głowie… są nieprzekraczalne.  Granice. Mówimy NIE w momencie zagrożenia, gdy czujemy się niepewni, a stan naszego umysłu nie potrafi pojąć ogólnie panującego chaosu. NIE dla obcej treści, nieznanych zachowań, odmiennego światopoglądu. NIE-bo-NIE gdy temat jest dla nas niewygodny i nie starcza […]

Jak w prosty sposób stworzyć nieudany związek?

Jak w prosty sposób stworzyć nieudany związek?

W rocznikach 30+ trudno utrafić osoby samotne. Większość znajomych, albo jest w związkach, albo w związkach małżeńskich, często rozmnożonych, a ci którzy samotni wciąż pozostają, deklarują że jest to ich świadomy wybór. Bycie Singlem też przecież jest sposobem na życie. Ale zdarzają się osoby, które […]

Kochaj męża swego i wszystkich bliskich jego?

Kochaj męża swego i wszystkich bliskich jego?

Z okazji nadchodzącego dnia Babci i Dziadka naszły mnie takie oto przemyślenia… W zasadzie nachodzą mnie czasami, ale teraz chcę się nimi podzielić.

Zawierając związek małżeński, czy też po prostu wchodząc w trwałą relację z bliską osobą, tak naprawdę nie tworzymy więzi wyłącznie z nim. W tym szczęśliwym łańcuszku uczestniczy wiele osób. Jedni rodzice, drudzy rodzice, rodzeństwo (a czasem może być to naprawdę spora grupa), ciotki, wujkowie, kuzynostwo…. przyjaciele! (więcej…)

Dobry klimat przed urlopem… czyli rozmówki małżeńskie ;)

Dobry klimat przed urlopem… czyli rozmówki małżeńskie ;)

Pakujemy walizki, wspominamy nasze wyjazdy… zwłaszcza te pierwsze, przedmałżeńskie.Rozbawiona, pytam Mr.Tatę:– Ty wiesz, że za miesiąc mamy ósmą rocznicę ślubu?– Ósmą? nie piątą?– Ósmą!!!– Ósmą? Co za rzeźnia!!! Cokolwiek miał na myśli… :))) Ps. Nie sądzę bym miała czas zaglądać na bloga… Więc buziaki dla […]

Sąsiadka też człowiek.

Sąsiadka też człowiek.

W zeszłym roku dokładnie, wspominałam Wam (TU i TU), że nie zawsze dobrze żyje mi się z sąsiadami, a zwłaszcza z sąsiadką. Muszę się dziś przyznać, że nasze stosunki się ociepliły, bo oto spotykamy się w każdy piątek na placu zabaw. Sąsiadka zajmuje się synem […]

Wpis prawie sentymentalny

Wpis prawie sentymentalny

Kiedyś siedziałam z mamą na kanapie i przeglądałyśmy jej albumy szkolne. Słuchałam opowieści o czasach jej młodości, o szkolnych przyjaźniach i sympatiach. Na moje pytanie, “dlaczego z nikim nie utrzymuje już kontaktu?” Odpowiedziała zdawkowo “wiesz, w życiu tak się nie da ze wszystkimi utrzymywać kontakt”.

Oczywiście, że nie zrozumiałam. Dla nastolatki rówieśnicy to cały świat. Gdy się ma naście lat wydaje się, że przyjaźnie będą trwać wiecznie.

A nie trwają.

Na każdym etapie życia spotykam nowych znajomych, którzy stają się bliscy, jednak po pewnym czasie i oni rozmywają się gdzieś w czasoprzestrzeni. Zawsze jest ktoś obok… jednak zawsze ktoś inny.

W erze internetu jest łatwiej, ale to nie znaczy, że łatwo zupełnie.

Wiele lat szukałam pewnego kontaktu w zasobach społecznościowych. I oto go znalazłam. I wzruszyłam się bardzo. I całe niemal licealne czasy zawirowały mi w głowie.

Przed oczami ujrzałam młodą kobietę, matkę dwójki dzieci, żonę, artystkę… Niby dorosła, a w jej oczach wciąż widać ten nastoletni spontan. I jakoś wizja nie gra ze wspomnieniami.

Bo to przecież z nią wybierałam się na wypady plenerowe z farbami olejnymi, na których malowałyśmy wszystko tylko nie pejzaże.

Bo to z nią urządzałam sesje fotograficzne, których efektem były zdjęcia, na których nic nie było do siebie podobne, a już najmniej my same.

To do niej biegłam przez cały parking, w samym środku osiedla z wałkami na głowie, by zrobiła mi fryzurę studniówkową..

Kiedy ja uczyłam się obsługi maszyny do szycia…ona już szyła, i to tak że zapierało dech.

Teraz jesteśmy dorosłe. Pognało nas w przeciwne strony. Złapałyśmy kontakt. Czy przetrwa?
Hmmm… czas pokaże.

W zasadzie piszę ten post by powiedzieć: Dzięki Ci Boże za Internet!

O Internecie! Ty przypominaczu! Ty… wywoływaczu wspomnień!

Jak dobrze mieć sąsiada…

Jak dobrze mieć sąsiada…

a raczej sąsiadkę… Nie znam wszystkich sąsiadów w bloku, a ci których znam, to naprawdę mili ludzie. Za wyjątkiem sąsiadki z dołu… Oj nie lubimy się chyba. Tzn. ja do niej nic nie mam, ale ona najwyraźniej zadowolona nie jest, że nad nią mieszkamy.  Jak […]