Tag: wakacje

Wakacje nad Bałtykiem

Wakacje nad Bałtykiem

Od razu zaznaczam, że to nie jest wpis dla tych, co spędzają wakacje “all inclusive”. To nie jest wpis dla tych, którzy do udanych wakacji zaliczają leżenie na plaży w palącym słońcu z drinkiem w ręku. Niestety, moje wyobrażenie idealnych wakacji nieco różni się od […]

Jak zorganizować pracę podczas wakacji?

Jak zorganizować pracę podczas wakacji?

Odkąd mój syn rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem państwowym  słowo „wakacje” nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia. W mojej naiwności, gdy planowałam dziecko nie przewidywałam żadnych problemów, na pewno nie logistycznych. Pierwsze dwa lata sama sprawowałam opiekę nad dzieckiem. Gdy wróciłam na rynek pracy, przez […]

Slow / Active

Slow / Active

Jeszcze niedawno zastanawiałam się jak to jest “nic nie musieć”, nigdzie się nie spieszyć, nie martwić się, żyć bez internetu. Pędziłam przed siebie na złamanie karku. Szkolenia, treningi, praca, treningi, przedszkole, treningi z podopiecznymi, zawsze online. A wystarczyło tak niewiele… uświadomienie sobie, że Twoje dziecko nie ma zorganizowanego przedszkola na cały miesiąc… (więcej…)

Wakacje na Kaszubach

Wakacje na Kaszubach

Zwiedzam Polskę. Póki Mati jest mały nie ruszam się na zagraniczne plaże. Według mnie koszt takich wakacji jest niewspółmierny do wypoczynku. Zresztą nasz kraj jest wystarczająco zróżnicowany, by skusić się na jego zwiedzanie. Południe Polski znam już bardzo dobrze… Północ trochę mniej. Na Kaszubach nie […]

no i gdzie to “wyjście z mroku”?

no i gdzie to “wyjście z mroku”?

Upłynęły właśnie 3 miesiące odkąd moje mieszkanie zostało odcięte od świata i światła za pomocą folii i rusztowań. O ile jeszcze tak całkiem niedawno, mimo wszystko budziło nas cudowne słoneczko, a i cały dzień na spacerze potrafiliśmy spędzić, to i ciemność w domu potrafiłam zaakceptować. […]

Bez zęba na przedzie, czyli fotorelacja z wakacji

Bez zęba na przedzie, czyli fotorelacja z wakacji

Mam nadzieję, ze ten wpis nie będzie zbyt długi i Was nie zanudzę, ale piszę go też dla siebie… by jak najwięcej zapamiętać 🙂

Wakacje uważam za bardzo udane, choć nie obyło się bez komplikacji…

Zaczęliśmy oczywiście od poranku w naszej kochanej Wiśle. Nie mogliśmy sobie odżałować, by nie zajrzeć, bo przecież przejeżdżaliśmy tamtędy. Oczywiście Synek czuje się tam, jak w domu. Doskonale zna każdy zakamarek, szczególnie na placu zabaw

Wielka ucieczka do nadjeżdżającego samochodu… to zwiastun tego co się działo podczas wakacji.

Mały ostatnio upodobał sobie zwisanie. Im wyżej, tym lepiej. Na szczęście Mr.Tata daje radę 🙂
 

Po zakwaterowaniu w Szczyrku, Mały okupował bawialnię. Obawiałam się, ze właśnie w tym miejscu upłynie nam cały pobyt…

… ale pojawiło się coś niezwykłego. Czego jeszcze nie znaliśmy. Trampolina!

Musiałam i ja spróbować. Zabawa przednia! Jeśli macie możliwość to skaczcie koniecznie!

Jeśli spacer po deptaku, to tylko w podskokach. I koniecznie “na barana”.

Fontanna. Jedyna atrakcja, którą omijaliśmy szerokim łukiem. Przy pierwszej nadarzającej się okazji Synek rozebrał się do naga, i za nic w świecie nie chciał dać się przekonać, że to nie jest wanna! Pół Szczyrku kibicowało nam ze śmiechem przy próbach wyciągnięcia delikwenta z wody. Jednak nam do śmiechu nie było… wracaliśmy do pensjonatu mokrzy. Wszyscy!

Wieczorem był czas na małe, zimne… i na zabawy w piaskownicy.

Rankiem za to, zrywaliśmy się z łóżek i rytualnie spacerowaliśmy pod skocznie, gdzie już o 8.00 trening rozpoczynali młodzi skoczkowie. Nie miałam okazji oglądać skoków na żywo, ale już sam trening i to w środku lata, zrobił na mnie wrażenie.

W drodze powrotnej kupowaliśmy swojskie produkty i zasiadaliśmy w ogrodzie do śniadania


Staraliśmy się jak najwięcej pozwiedzać. Byliśmy m.in. w Żywcu, gdzie zajrzeliśmy na Zamek, do Parku Miniatur, na wystawę łowiecką…

Synek w doskonałym humorze, śmiał się idąc alejkami parkowymi, wygłupiał… aż zderzył się z latarnią. Niby nic poważnego, ale… okazało się, że zderzył się tak niefortunnie, że ułamała mu się górna jedynka. A dentystka ostrzegała, że zęby będą mu się łamać jak zapałki… nie sądziłam tylko, że tak szybko… Po tym zdarzeniu to i nastrój wakacyjny jakoś osłabł.

Na szczęście Mini Zoo uratowało sytuację i uśmiech powrócił na twarzy Małego… szczerbaty uśmiech.


Na Górze Żar to już obaj moi panowie mieli mnóstwo frajdy. Synek skosztował nawet jak Pepsi smakuje. A co mi tam! Dbam o te jego zębole, obsesyjnie niemal… a im bardziej dbam, tym gorzej jest. Wyluzowałam…

Przed zejściem na lotnisko, nie powstrzymały nas tabliczki, że WSTĘP SUROWO WZBRONIONY. Nikt nie mógł powstrzymać mojego Małego przed zbiegnięciem w stronę samolotów. W sumie, to Mr.Tata nawet nie próbował.

Zobaczyć szybowce z bliska… imponujące…

Zobaczyć startujące szybowce z bliska… bezcenne…

Nawet na mnie, z tym moim lękiem przed lataniem, robiło to wrażenie.


W Szczyrku obowiązkowo jeszcze zaliczona kąpiel w rzece…
 

…i ostatni spacer przed wyjazdem…

Było super! Mimo przygód.
A na sam koniec pytam się Mr.Taty jak mu się wakacje podobały. A on:

– Wiesz… kiedyś na wyjazdach to mieliśmy świetne wieczory i kiepskie poranki… a teraz jest odwrotnie. Mamy kiepskie wieczory i cudowne poranki…

I coś w tym jest.

Teraz tylko musimy się ogarnąć i znaleźć dentystę, który podejmie się odbudowy zęba mlecznego u dwulatka…

Uwaga URLOP!

Uwaga URLOP!

Czekałam, czekałam i doczekać się nie mogłam, na urlop mężowski. I oto jest! Pierwszy, prawdziwy, dwutygodniowy. Pierwszy po niemal 5-6 latach. Jak wcześniej funkcjonowaliśmy bez urlopu, nie wiem. Na dziko raczej, spontanicznie. Choć pomysłów na spędzenie tego czasu mieliśmy mnóstwo, dopiero w zeszłym tygodniu zdecydowaliśmy […]

Naturalnie na komary

Naturalnie na komary

Jest jeszcze jedna rzecz, której się u babci nauczyłam… żaden “cudowny” środek owadobójczy na zmasowany atak komarów nie działa! Zresztą jak wyciągnęłam zapas środków… to miejscowi popatrzyli na mnie co najmniej z litością. Oni już wiedzą, że to nic nie da. Ale ja musiałam sprawdzić […]

miał być post

miał być post

Za gorąco!
Zdecydowanie za gorąco.
Mimo, iż myśleć się nie da, a klawiatura lepi się od lodów jedzonych w łóżku, zabrałam się za pisanie. I…

Padł. Internet znikł.
Za gorąco…
Gdy wrócił nic już nie było… I wiecie?
Jest za gorąco bym zaczynała od nowa…

Więc w skrócie:
Mały dzielnie ćwiczy ze słomką, choć lepiej mu wychodzi wciąganie niż dmuchanie.
Zabawa z wyciąganiem języka może trwać w nieskończoność 🙂
Są już efekty! Synek przemawia do mnie językiem, którego nie rozumiem. A może to wina temperatury?

Dzięki za to rusztowanie za oknem! Oddzieliło moje mieszkanie od tych tropików! Osłoniło moje okna…
Mimo, iż Panowie zaczęli pracę punkt 6.30, już o 12.00 rozległy się zawołania kierownika: “Schodzić z rusztowania! Schodzić z rusztowania…” na pytanie jednego z robotników: “Dlaczego?” Kierownik odkrzyknął: “Temperatury zagrażają życiu! Schodzić!”

To był dla mnie znak, by nie wychodzić dziś wcale…

Uff! Jak gorąco!

Nie ma jak u babci…

Nie ma jak u babci…

Wakacje u babci spędzałam zawsze. A przynajmniej do momentu, w którym stwierdziłam, iż z tego wyrosłam. Teraz z ogromną radością muszę przyznać, że z takich wakacji nie wyrasta się nigdy. Dobrze, bo pretekst by wyjechać się pojawił, ale przyznać się muszę, że nie potrzebowałam go. […]