Tag: Wisła

Wisła time :)

Wisła time :)

Bo Wy nie wiecie, ale my już w tym roku zaliczyliśmy wypad do Wisły.Co roku jeździmy… ba… nawet kilka razy do roku! No i złożyły się Synka urodziny, moje urodziny (co prawda w miesięcznym odstępie) i świętować postanowiliśmy 🙂 Było cudnie! jak zwykle zresztą. Mały […]

Wisła na bis :)

Wisła na bis :)

I znowu zawitaliśmy w Wiśle 🙂 Niedzielny poranek przywitał nas taką duchotą, że oboje z mężem w oczach mieliśmy pytanie “I co robimy”. Zażartowałam: – chyba czas na Wisłę a on na to: – to się pakuj. Jedziemy. Co będziemy się smażyć na blokowisku. I […]

Wisła pełen spontan

Wisła pełen spontan

Mały to nam niespodzianki potrafi robić takie, że hej! Wstał sobie raniutko o 6.00 i postawił cały dom na nogi. Ranek upalny, ledwo wstaliśmy, już nie dało się oddychać. Wyszliśmy na zakupy do Biedronki, a o godz. 9.30 wracaliśmy już do domu, ledwo powłócząc nogami.
– pomyśl jak cudnie byłoby teraz zamoczyć nogi w Wiśle.- powiedziałam do męża.
– No to do Wisły!
– eee teraz? no co ty…
– jedziemy, co będziemy tu się smażyć, ale o 10.00 musimy być już w samochodzie. Smakujesz się w 20 min.
– no ba! 
Trasę ze sklepu pokonaliśmy chyba w “minutę”, takich skrzydeł dostaliśmy!
Wpadliśmy do domu. Małego nawet z wózka nie wyciągaliśmy. Spakowaliśmy się w 10 min., głównie torbę dla Synka (krem z filtrem, pieluchy, pieluchy do pływania, chusteczki, bodziaki, skarpetki, spodnie, spodenki, bluzę, kocyk… no prawie walizka nam wyszła!)
Wyjazd!
Na miejscu okazało się, że nie na jeden dzień zostajemy, ale co najmniej na dwa… a tu niespodzianka! Nie spakowaliśmy niczego dla nas!!! Ale kto by się przejmował, wszak sklepów zatrzęsienie wszędzie teraz. No i z tego spontanicznego wyjazdu tak się cieszyliśmy, że nic nie było w stanie zepsuć nam humorów.
Tak oto Synek wylądował na pierwszych swoich “wakacjach”. A co na nich robił? 
Biegał! Jakby mu ktoś motorek w pupę wsadził! Nowe miejsce, nowe kamyki, nowa trawka, drzewka, krzaczki, ludzie… wszystko nowe i natychmiast do zobaczenia. Oj nie tracił czasu…

Próbował wyprodukować żubrówkę. Coś uparł się, żeby do butelki z wodą trawy napchać…

Pił ze źródełka. Przecież tyle wody wkoło, że po co pić z butelki (w której de facto trawa się znajdowała). Uczył się pływać. Próbował zmienić koryto rzeki kamienie wyciągając. A zresztą rzeka, to taka duża wanna… można siedzieć godzinami…

Nawiązywał nowe przyjaźnie.Oj zaczepny ten mój Synek jest. Nikogo się nie boi, a gdy jakiś starszy chłopak przezywał go “Dzi-dziuś, dzi-dziuś” to go “bach” przez głowę tak, że czapka biedakowi spadła…

Wyjazd był cudowny. Mały szczęśliwy, my szczęśliwi. Jeszcze pojedziemy. Nie potrzebujemy zagranicznych wczasów by wypocząć i zresetować organizmy. Wystarczy w Wiśle pomoczyć nogi przez kilka dni…